Adres facebook

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przygoda. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 lutego 2017

Zapowiada się MOCNA scena w nowym King Kongu!

KONG: Wyspa Czaszki wejdzie do kin już 10 marca! Tymczasem jeden z twórców filmu zaangażowany w postprodukcję - Kellvin Chavez zapowiedział przez swoje social media, że widzowie powinni koniecznie wyczekać do końca napisów końcowych, bo przygotowano dla nich absolutnie wyjątkową i elektryzującą, dodatkową scenę... Najprawdopodobniej będzie to wprowadzenie do kolejnej części cyklu, w której mamy zobaczyć starcie dwóch ikonicznych potworów - King Konga i Godzilli! Trzymamy kciuki, aby tak się stało! W Kongu zobaczymy m.in. Toma Hiddlestona, Samuela L. Jacksona, Brie Larson i Johna Goodmana.

wtorek, 7 lutego 2017

King Kong bije się z Tarzanem!

Od czasu do czasu, staramy się podpowiadać, po które z zagranicznych, pulpowych tytułów sięgać, bo polski rynek jest w pulpę wyjątkowo ubogi. Tymczasem, na fali popularności King Konga, który wraca w tym roku na ekrany kin, ukazała się wyjątkowo ciekawa powieść Willa Murraya, pt. "King Kong vs. Tarzan". Książka opowiada losy wielkiej małpy, rozgrywające się zaraz po tym, gdy porwano ją z Wyspy Czaszek. Transportujący Konga okręt zbacza z kursu i trafia do Afryki - królestwa Tarzana. Jak skończy się spotkanie dwójki ikonicznych bohaterów? Will Murray - autor kultowy w środowisku miłośników pulpy, opisywał już wcześniej losy spotkania Konga i innego herosa w tomie, pt. "Doc Savage: Skull Island".

wtorek, 15 listopada 2016

Magazyn Coś: Wraca Pacific Rim!

Wiemy, że sporo osób narzekało na pierwszą część filmu, ale nam - rozkochanym w pulpie, "Pacific Rim" #1 bardzo się podobał. Tym bardziej cieszy nas to, że właśnie ruszyły zdjęcia do kontynuacji projektu Guillermo del Toro. Film nosi tytuł - "Pacific Rim: Maelstorm", a w roli głównej zobaczymy Johna Boyegę ("Star Wars: The Force Awakens"). Aktor wcieli się w syna Stackera Pentecosty - jednego z bohaterów części pierwszej, którego zagrał Idris Elba.

wtorek, 25 października 2016

Magazyn Coś: Nowy Indiana Jones bez Lucasa

Premiera najnowszej odsłony przygód słynnego archeologa, została zaplanowana przez konglomerat Disneya na lato 2019 roku. Scenarzysta projektu - David Koepp ("Park Jurajski", "Wojna światów") donosi w wywiadzie dla "Collidera", że jak na razie,  w prace nad scenariuszem nie jest zaangażowany ojciec-pomysłodawca - George Lucas, który wcześniej spółkował ze Spielbergiem przy wszystkich częściach cyklu. Przypominamy, że to George położył nacisk na rozwinięcie wątku "kosmitów" w czwartej odsłonie cyklu, który to pomysł, Koepp dyplomatycznie określa jako niezbyt pasujący do klimatu uniwersum Indiany Jonesa. A z dobrych wieści... Potwierdzono udział Johna Williamsa jako kompozytora muzyki.

czwartek, 20 października 2016

Magazyn Coś: Sinbad i "Gra o tron"!

Kolejny raz wracamy do klasyki. Studio produkcyjne 8 posadziło na fotelu reżysera nowej, kinowej wersji przygód Sinbada - Miguela Sapochnika ("Gra o tron", "True Detective"). Na chwilę obecną o projekcie wiemy tylko tyle, że scenariusz do filmu napisze Kyle Killen ("Lone Star"), a całość ma być nakręconym z prawdziwym rozmachem przygodowym obrazem fantasy, pełnym efektów specjalnych i akcji. Ciekawe, kto wcieli się w rolę ukochanej Sinbada - pięknej niewolnicy Margiany? 

poniedziałek, 17 października 2016

Magazyn Coś: Nowa ekranizacja Don Kichota!

Billy Ray (czyli gość od  "The Hungesr Games"), przygotowuje dla wytwórni Disneya scenariusz zupełnie nowej wersji przygód Don Kichota (na podstawie dwóch powieści Cervantesa z 1605 i 1615 roku). Wprawdzie, nie wiadomo jeszcze absolutnie nic o obsadzie, ale już zapowiedziano, że najnowsza ekranizacja, będzie pełna najróżniejszych fantastycznych elementów, a klimatem, humorem i awanturniczymi perypetiami głównego bohatera, film ma przypominać "Piratów z Karaibów". Brzmi to wszystko bardzo fajnie. Trzymamy kciuki!

wtorek, 11 października 2016

Magazyn Coś: Guy Ritchie reżyseruje "Alladyna"

Disney sukcesywnie zamienia swoje najsłynniejsze animacje w aktorskie filmy. Tym razem padło na "Alladana", którego nową wersję ma wyreżyserować Guy Ritchie. Projekt opisywany jest jako wymykający się konwencjom i daleki od tradycyjnej opowieści o przygodach Alladyna. Scenariusz do aktorskiej wersji napisał John August ("Corpse Bride"), producentem został Dan Lin (wcześniej pracował już z Guyem przy serii o Holmesie), a Ritchie zabiera się za projekt zaraz po skończeniu dla Warnera "Króla Artura".

niedziela, 9 października 2016

Magazyn Coś: Matt Damon walczy z potworami na Wielkim Murze!

"The Great Wall" skrywa w sobie genialny pomysł na film, w którym paluchy maczał Max Brooks ("World War Z"). Matt Damon gra wojownika, który trafia do średniowiecznych Chin i odkrywa tajemnicę Wielkiego Muru. Okazuje się bowiem, że budowla ma chronić cywilizację ludzi przed hordami potworów z najgorszego koszmaru. Akcja, łączy się tu z przygodą i horrorem. Obok Damona na dużym ekranie zobaczymy m.in. Willema Dafoe, Pedro Pascala i całe zastępy chińskich aktorów i aktorek. Reżyseruje Zhang Yimou ("Hero", "House of Flying Daggers"). Trailer prezentuje się bardzo pulpowo, weirdowo i miodnie! 

wtorek, 4 października 2016

Magazyn Coś: Weirdowe potwory Guillermo del Toro w animowanym "Trollhunters"

Dobre wieści dla fanów książkowej serii autorstwa Guillerma del Toro i Daniela Krausa, czyli "Trollhunters". Dzięki zaangażowaniu magików z DreamWorks i platformy Netflix, w zimie w telewizorni zadebiutuje serial animowany oparty na powieściach o łowcy trolli. Cykl opowiada o przygodach nastolatka - Jima, który zmaga się ze złymi trollami i broni tych dobrych. W walce pomagają mu przyjaciele i pewien magiczny amulet. Czekamy na pierwsze odcinki animowane serii z niecierpliwością, bo Del Toro nawet w produkcjach dla młodszych odbiorców potrafi nieźle przestraszyć, pięknie buduje napięcie i ma dużo weirdowych pomysłów. Pod Jima, głos podkłada nieżyjący już Anton Yelchin ("Star Trek Beyond"), a oprócz niego, w serialu usłyszymy także: Rona Perlmana, Charlie Saxton i Kelseya Grammera.

poniedziałek, 3 października 2016

Magazyn Coś: Teaser nowych PIRATÓW!

Piąta odsłona, zarabiającego miliony dolarów cyklu Disneya, dzięki któremu na duży ekran wróciły pulpowo-pirackie motywy zadebiutuje w maju 2017 roku. Tymczasem online pojawił się pierwszy oficjalny teaser. O co rozchodzi się tym razem? W "Pirates of the Caribbean: Dead Men Tell No Tales" nowy i bardzo zły pirat - Kapitan Slazar (grany przez Javiera Bardema) planuje wymordować absolutnie wszystkich piratów z Jackiem Sparrowem na czele. Tymczasem, Jack może ocalić siebie i swych przyjaciół, odnajdując magiczny artefakt Posejdona. W filmie prócz Johnny'ego Deppa zobaczymy także Orlando Blooma jako Willa Turnera oraz Geoffreya Rusha w roli Kapitana Barbossy. Czekamy!

niedziela, 2 października 2016

Magazyn Coś: Nowe wieści z planu "Amerykańskich bogów"

Pierwszy trailer serialu sieci Starz, z produkcji którego swego czasu wycofało się HBO, został zaprezentowany w ostatnie wakacje podczas Comic-Conu w San Diego. W tworzenie serii bardzo zaangażowany jest Neil Gaiman, który pomógł mocno rozbudować w scenariuszu show wątki, które potraktował w książce po macoszemu. Potwierdzono także wykorzystanie elementów fabuły z powieści "Chłopaki Anansiego". Najnowszy news z planu dotyczy rozbudowania roli Mad Sweeneya (postaci z irlandzkich legend), w którą wcieli się Pablo Schreiber. Premiera "Amerykańskich bogów" została zaplanowana na początek 2017 roku, ale plotki mówią, że może być przyspieszona. 

piątek, 30 września 2016

Magazyn Coś: Trailer do animowanych przygód Indiany Jonesa jest gotowy!

Brzmi jak bajka i trochę przesadzamy, ale częściowo to prawda - animator Patrick Schoenmaker skończył trailer, który mógłby stać się czołówką animowanej serii o przygodach naszego ukochanego, pulpowego archeologa. W czasie tych niespełna dwóch minut Schoenmakerowi naprawdę udało się uchwycić ducha kultowych filmów spółki Lucas/Spielberg. Całość, animator produkował wraz z przyjaciółmi przez ostatnie pięć lat, w przerwach od codziennej pracy. W Redakcji Cosia jesteśmy absolutnie zachwyceni wynikiem tych prac. Byłoby wspaniale dostać od Disneya taki właśnie animowany serial. W końcu, kierownika produkcji i głównego animatora Disney już ma.

czwartek, 29 września 2016

Magazyn Coś: Ninjak przywali nam na małym ekranie!

I to są naprawdę dobre wieści! Ninjak - bohater serii komiksowej wykreowanej przez Valiant Entertainment, która zadebiutowała w 1994 roku, trafi do telewizji. Tytułowy bohater to szpieg i ninja w jednej osobie. Bez maski, Ninjak przyjmuje tożsamość młodego milionera i playboya - Colina Kinga. Ojciec Kinga także był szpiegiem, który zostaje podstępnie zamordowany i właśnie wtedy młody Colin decyduje się pójść w ślady ojca i szukając zemsty, zaczyna pracować dla brytyjskiego rządu. W serialu w rolę Ninjaka wcieli się Michael Rowe ("Arrow"), a serialowi będą towarzyszyły nowe wydawnictwa komiksowe i gry wideo. 

środa, 28 września 2016

Magazyn Coś: Powstaje realistyczna wersja "Króla Lwa"

Jon Favreau ("Iron Man", "The Jungle Book") reżyseruje nową wersję "Króla Lwa" z prawdziwymi plenerami i animowanymi w 3D zwierzętami. Studio Disneya podjęło taką decyzję po oszałamiającym sukcesie nowej wersji "Księgi Dżungli". Równocześnie finalizowane są prace prace nad aktorską adaptacją innego hitu wytwórni - "Pięknej i Bestii" (z Emmą Watson jako Belle). "Króla Lwa" lubimy, podobnie zresztą jak Jona Favreau. Pamiętamy także, że za scenariusz oryginału odpowiada m.in. Linda Woolverton, znana z maczania paluchów w telewizyjnych: "Star Wars: Evoks", "Teen Wolf", czy "The Real Ghostbusters". Domagamy się także powrotu grafika, twórcy wspaniale animowanych czarnych charakterów (m.in. Gastona, Jafara i Blizny) - Andreasa Deji (jego rodzinne miasto to Gdańsk!).

poniedziałek, 26 września 2016

Magazyn Coś: Warto upolować. "The Gloom" - pulp komiks dla MTV

Wydany oryginalnie w 2005 roku przez APComics (dwa zeszyty), następnie odświeżony i rozbudowany na potrzeby serwisu MTV Comics Online i wreszcie, oddany w ręce czytelników w wydaniu zbiorczym przez Arcana w 2013. "The Gloom" to współcześnie wykreowana seria, inspirowana klasyczną pulpą, a momentami będąca jej udanym pastiszem. Główny bohater "The Gloom", bardzo przypomina "Cienia" (płaszcz, kapelusz, zakryta twarz i dwie spluwy w łapach). Inaczej jak w przypadku "The Shadow", jego pistolety strzelają ogniem piekielnym jedynie w złych i niedobrych. Przez kolejne przygody towarzyszą Gloomowi m.in. służący Tiny, Pan Profesor (z mózgiem w ciele małpy!) oraz grupa pulpowych superbohaterów, znana jako agenci "Angel of Vengeance" (nie bez powodu wyglądają bardzo znajomo). Jest także główny antagonista - Vermilion (nazista w czerwonym szalu, który szykuje atomowy atak terrorystyczny) oraz piękna dama w opałach, którą trzeba uratować - dziennikarka Vixen La Fox. Całość bardzo zabawna, zacnie rysowana, dobrze poprowadzona i doceniona przez MTV. Warto upolować.  


Magazyn Coś: Komiksowy prequel King Konga

Zimą (prawdopodobnie będzie to luty 2017) pojawi się zbiorcze wydanie serii komiksowej, która opisuje młodość King Konga. Autorzy - James Asmus (nowi "Inhumans") i Carlos Magno (komiksowa "Planeta Małp") stworzyli, ukazujący się właśnie w odcinkach cykl o słynnej Wyspie Czaszek i jej wyjątkowym mieszkańcu. Fabuła opowiada o zmaganiach dzikich mieszkańców wyspy z hordami dinozaurów i najróżniejszych, koszmarnych potworów. Nadzieję na ocalenie daje wyspiarzom dopiero Kong...

niedziela, 25 września 2016

Magazyn Coś: Komiksowa seria "The Land That Time Forgot"!

Komiksowa mini-seria autorstwa Mike'a Wolfera i Giancarlo Caracuzzo nawiązuje do klasycznych, pulpowych powieści E. R. Burroughsa, które opowiadały o przygodach odkrywców tajemniczej wyspy Caspak - dziwnego, zapomnianego świata, pełnego dzikich plemion,  nie mających prawa istnieć prehistorycznych gadów oraz niebezpieczeństw, którym czoła chętnie stawiłaby sama Lara Croft. Zmieszajmy teksty J. Verne'a z historią o King Kongu oraz opowieściami o Tarzanie, po czym dodajmy do tego akcję jak z "Indiany Jonesa" i mamy gotowy przepis na fabułę, którą znajdziecie w "The Land that Time Forgot". W komiksie wykreowani współcześnie, nowi bohaterowie, spotykają postacie z powieści Burrougsa - zarówno te złe (Baron von Schoenvorts), jak i dobre (Bowen Tyler).

środa, 21 września 2016

Mgazyn Coś: Ruszyły zdjęcia do nowego "Jumanji"

Filmowcy pracują w plenerach Honolulu. Nowa wersja "Jumanji" nie będzie to po prostu restart ekranizacji z 1995 roku, w której wystąpił m.in. Robin Williams, ale swego rodzaju sequel. Scenariusz, w którym maczał palce m.in. Chris McKenna mocno nawiązuje i jest wariacją na temat fabuły książki Chrisa Van Allsburga (z 1981 roku), od której wszystko się zaczęło. Na ekranie zobaczymy, mi.n.: "The Rocka" Johnsona, Jacka Blacka, Nicka Jonasa i Karen Gillan. Reżyseruje Jake Kasdan. Czekamy na premierę w przyszłym roku i choć lubimy The Rocka, to bardziej widzi nam się występ Karen Gillan!

poniedziałek, 19 marca 2012

Coś na progu recenzuje: Alan Wake (Xbox 360)

Współcześni wydawcy gier na konsole nie rozpieszczają wielbicieli szeroko pojętej grozy. Tytułów mających wywołać dreszcz strachu na plecach powstaje jak na lekarstwo, a kolejne części zasłużonych produkcji coraz bardziej przypominają gry akcji niż survival horrory. Zbawieniem dla fanów mrocznych klimatów miał być Alan Wake. Zapowiedziany w 2005 roku przez niewielkie fińskie studio Remedy Entertainment (twórcy Maxa Payne’a) tytuł, zyskał status kultowego jeszcze przed premierą. Stało się tak z dwóch powodów: bardzo długi czas produkcji (gra ujrzała światło dzienne dopiero w 2010 roku) oraz oszałamiającą jak na tamten czas grafika, którą chwalili się twórcy pokazując kolejne screeny. W końcu po pięciu długich latach gra trafiła na półki sklepowe. Warto było czekać tyle czasu?

Niech żyją wakacje...
W grze wcielamy się w rolę tytułowego Alana Wake’a – popularnego pisarza zmagającego się z sennymi koszmarami (jednym z takich snów pełniącym rolę wprowadzenia i samouczka rozpoczyna się gra) i twórczym kryzysem. Aby zapomnieć na chwilę o wszystkich problemach, Alan postanawia wybrać się z żoną na wakacje do niewielkiego miasteczka o nazwie Bright Falls. Na miejscu okazuje się, że mają zamieszkać w wyjątkowym miejscu – starym domu wybudowanym na wyspie pośrodku jeziora Cauldron. Sielanka nie trwa jednak długo. Prezent w postaci maszyny do pisania staje się powodem kłótni między Alanem a jego żoną Alice. Zdenerwowany mężczyzna wybiega z domu, jednak gdy słyszy krzyki cierpiącej na nyktofobię ukochanej, szybko do niego wraca. Niestety, za późno. Alan jest świadkiem ataku, w wyniku którego coś wciąga jego żonę do wody. Nasz bohater bez chwili zawahania sam skacze w otchłań jeziora. Budzi się tydzień później poza miastem, w rozbitym samochodzie, nie pamiętając co działo się przez ostatnie siedem dni. Z czasem sytuacja okazuje się jeszcze mniej zrozumiała. Na drodze Alana stają opanowane przez ciemność postacie, co więcej, pisarz odnajduje kolejne strony z książki, którą stworzył, choć tego nie pamięta (jej treść opisuje to, co właśnie spotyka bohatera). Zaskoczonego całą sytuacją mężczyznę, który jest gotów zrobić wszystko, by tylko odzyskać żonę i przy okazji znaleźć odpowiedzi na wiele dręczących go pytań, nie jest w stanie zatrzymać nawet policja, która niespecjalnie wierzy w jego zeznania.


Ciąg dalszy nastąpi...
Od samej historii ciekawszy wydaje się sposób jej opowiedzenia. Twórcy zastosowali tu – stosunkowo rzadko wykorzystywaną w grach – stylizację charakterystyczną dla seriali. Grę podzielono na odcinki, stosując się do zasad rządzących telewizyjnymi produkcjami. Na początku każdego epizodu mamy więc zajawkę w stylu: „Poprzednio w Alan Wake...”, w której główny bohater przypomina nam pokrótce fabułę, a każda część kończy się oczywiście cliffhangerem. Patent doskonale spełnia swoje zadanie. Wprowadza do gry pewną innowacyjność i wzmacnia wrażenie obcowania z filmową fabułą.

Ciemno tu, poświeć latarką...
W praktyce Alan Wake to produkcja nastawiona bardziej na akcję niż na przygodę. Ukazana została z perspektywy trzeciej osoby (TPP). Owszem, sporo pozwiedzamy, ale po drodze za rozrywkę posłuży raczej walka niż rozwiązywanie zagadek - a ta, trzeba przyznać, jest ciekawie rozwiązana i dosyć wymagająca – zwłaszcza przy większej ilości przeciwników. W grze pojawiają się osoby lub przedmioty (kombajn, traktor) opanowane przez ciemność (nawiasem mówiąc, urozmaicenie przeciwników to słabsza strona tytułu). Gdy są w takiej postaci nie możemy ich skrzywdzić. Dlatego pod ręką-poza bronią palną, mamy również latarkę. Najpierw odpowiednio długo naświetlamy delikwenta, a gdy już mroczna mgła się rozpłynie, możemy zastosować bardziej konwencjonalne środki. Oczywiście z czasem zyskujemy dostęp do mocniejszych latarek i broni (strzelba, flary), ale na ekstrawagancję w tym względzie nie ma co liczyć. Warto natomiast podkreślić ogromną rolę światła. Poza podstawową latarką przyjdzie nam skorzystać z większych reflektorów (pełnią rolę podobną do działka stacjonarnego z tradycyjnych strzelanek), a stojące przy drodze lampy służą natomiast za bezpieczne, niedostępne dla przeciwników przestrzenie, dające bohaterowi możliwość odnowy paska energii. Pod względem akcji rozgrywka została więc dobrze pomyślana, choć z czasem walka staje się schematyczna. Gorzej wypadają niestety wspomniane już nieliczne zagadki. W grze nie uświadczymy praktycznie żadnej łamigłówki z prawdziwego zdarzenia. Jedyne wyzwania, którym poza przeciwnikami przyjdzie nam stawić czoła, wiążą się zazwyczaj ze znalezieniem przełącznika znajdującego się bardzo blisko zamkniętego przejścia... Albo uruchomieniem generatora prądu.

Strachy na lachy
Na wstępie powiedziałem, że Alan Wake miał być atrakcją dla wielbicieli grozy. Jeśli jednak ktoś oczekiwał klimatów bliższych horrorowi, może się zawieść. W grze nie umieszczono brutalnych scen, mrożących krew w żyłach motywów, czy chwytów w rodzaju nagle pojawiających się znikąd stworów. Mamy za to klimat mroczny klimat. I chociaż nie poczujemy prawdziwego strachu, to uczucie niepewności zagości w nas zwłaszcza na początku, gdy będziemy zwiedzać skąpany w mroku las. Szkoda jedynie, że dość przeciętnie prezentują się zwiedzane miejscówki. Większość gry spędzimy na terenach otwartych, takich jak: las, port, czy tama, które mimo niezłego wykonania, niespecjalnie pozostają w pamięci. Cudownie byłoby zwiedzić jakąś klimatyczną, zamkniętą lokację, którą pamiętałoby się przez lata (jak chociażby kultowy szpital z Silent Hill 2).

Słońce świeci, ptaszki ćwierkają...
Słońca może za dużo tu nie uświadczymy, ale szeroko pojęte zjawiska atmosferyczne (sunące po niebie chmury, gęsta mgła) oraz oświetlenie to najlepiej wykonane graficznie elementy w grze. Te pierwsze mają niebagatelny wpływ na klimat, zwłaszcza, że dynamicznie się zmieniają. Także grę świateł – tak istotnych w tej produkcji – można uznać za małe mistrzostwo świata. Trudno opisać sposób, w jaki rozchodzi się snop latarki, rozbłyski flar czy cienie, jakie towarzyszą obiektom, to po prostu trzeba zobaczyć. Niestety reszta oprawy, czyli modele postaci, czy tekstury, stoi już tylko na przyzwoitym poziomie.

Warta uwagi jest też oprawa dźwiękowa. Za soundtrack odpowiadał Petri Alanko i wywiązał się z zadania znakomicie, komponując kilka naprawdę świetnych motywów. Ponadto Remedy postarało się o parę licencjonowanych utworów (m.in. Poets of The Fall, David Bowie, Roy Orbison), które usłyszymy zarówno po zakończeniu poszczególnych odcinków jak i z odbiorników radiowych podczas zwiedzania Bright Falls.

Gasimy światło, pora spać
Wydaje się, że Alan Wake nie okazał się tak bardzo przełomową produkcją, jak zakładano. Jeśli jednak odrzucić na bok wielkie oczekiwania, to Remedy wciąż należą się brawa za stworzenie bardzo dobrego tytułu. Jego główne zalety to fabuła i sposób jej przedstawienia. Mówiąc to mam na myśli nie tylko samą historię, ale również bohaterów, wśród których znajdziemy zarówno charyzmatycznego, poważnego protagonistę, jak i postacie komediowe w stylu menedżera Alana – Barry’ego. Do tego należy dodać umiejętnie budowany klimat grozy – subtelny, niewywołujący panicznego strachu, ale zarazem i gęsty i ciężki, niczym czarny album Metalliki. No i na koniec najważniejsze – Alan Wake po prostu wciąga. I chociaż gra nie jest pozbawiona wad np. gameplay mógłby być nieco bardziej urozmaicony, to jest tak opowiedziana i przyjemna w odbiorze, że po dziesięciu godzinach spędzonych z padem w ręku, mogę jedynie pogratulować Remedy stworzenia świetnego tytułu*. Kto jeszcze nie spróbował, niech zrobi to teraz, bo naprawdę warto. 


*Pierwotnie gra została wydana tylko na Xboxa 360, ale 16 lutego 2012 premierę miała wersja PC. Recenzja dotyczy wersji konsolowej.

Norbert Nowak

Szukaj