Adres facebook

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złota era komiksu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą złota era komiksu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 maja 2017

Magazyn Coś & Złota Era Komiksu na Instagramie!

Wszystkich, których ciekawią różne różności z życia redakcji rozmiłowanej w pulpie, zapraszamy na nasz profil Instagram: http://www.pictaram.com/tag/magazyncos oraz do śledzenia tagów #magazyncos oraz #magazyncoś

wtorek, 18 kwietnia 2017

Premiera na Pyrkonie 2017!

Wszystkich, których ciekawi co można znaleźć w naszym nowym czasopiśmie - pulpowej siostrze Cosia, czyli... Złotej Erze Komiksu #1, zapraszamy na nasze mini-stoisko nr 64 w hali 5, w czasie trwania festiwalu Pyrkon 2017. Pod ręką, oprócz wydrukowanych, testowych egzemplarzy ZEK#1, będziemy mieli także pierwszy numer Magazynu Coś oraz komiksy i książki z serii o przygodach patronującej nam, pulpowej Tequili. Jak zwykle przygotowaliśmy również kilka fajnych drobiazgów do rozdania wszystkim, którzy nas odwiedzą. Do zobaczenia!

poniedziałek, 6 lutego 2017

Nadchodzi premiera magazynu "Złota era komiksu" #1!

Pierwszy numer naszego nowego magazynu: "Złota era komiksu" (Era, to młodsza siostra Cosia) niedługo przyleci z drukarni (choć jak to u nas bywa - już jesteśmy ze wszystkim spóźnieni). Następną pozycją w kolejce do druku jest kolejna powieść z cyklu "Biblioteki Cosia", a będzie to "Tajemnica Doktora Fu Manchu". Tymczasem, prezentujemy okładkę pierwszego numeru "Ery", o której więcej napiszemy w kolejnych postach.  
 
 

środa, 14 października 2015

Grafika z okładki pierwszego numeru "Złotej Ery Komiksu"

Prezentujemy grafikę, która znajdzie się na  okładce nadchodzącego, pierwszego numeru magazynu "Złota Era Komiksu". Dokładna zawartość pisma ujawniona zostanie już niebawem, zdradzę tylko, że potwór Frankensteina nie pojawia się na okładce przypadkowo :)


poniedziałek, 4 maja 2015

[Złoty Poniedziałek] Krwiożercze jaszczury fantasy, czyli pierwsze horror-komiksy

Elementy nadnaturalne, przemykające potwory, odkrywane lęki i oddziaływanie na emocjach. Wszystko to przyprawione szczyptą tajemnicy. Horrory od dawnych lat bawią i straszą ludzkość, wzbudzając silne odczucia. Dzisiaj przywykliśmy raczej do filmów, które same w sobie mają tyle narzędzi, że w bardzo dobry sposób eksploatują ten gatunek. Nie możemy jednak zapominać o innym medium – komiksie, na którego kartach pojawiał się on od najwcześniejszych lat.

Wszystko zaczęło się od Dicka Briefera, który zafascynowany książką Mary Shelley i filmami na jej podstawie, postanowił zrobić swoją własną, komiksową serię. Ośmiostronicowa historia Frankensteina pojawiła się w 1940 roku na łamach siódmego numeru Prize Comics. Była ona tylko dodatkiem do sztandarowych superbohaterów tego magazynu, wśród których prym wiedli dzisiaj już zapomniani: Green Lama, Voodini czy Power Nelson. Dzisiaj ta historia uznawana jest za pierwszy amerykański horror komiksowy. O tym, jak bardzo niepewny był to był biznes, niech świadczy zachowanie autora, który w obawia o zniesławienie własnego nazwiska podpisywał się pseudonimem – Frank N. Stein. W późniejszym czasie serie o potworze przyniosły Dickowi Brieferowi sławę.

Jeżeli jesteście ciekawi, jak wyglądał pierwszy komiksowy horror, to informujemy, że można go przeczytać u nas – historia jest już przetłumaczona i odświeżona. Linkujemy poniżej!



Od tego czasu w świecie amerykańskiej Złotej Ery rozlała się prawdziwa fala horrorowych historii. Wiele magazynów przeznaczało specjalne miejsce na opowieści z dreszczykiem. A co za tym idzie, ich poziom komiksów stale się podnosił. Jednak przez siedem lat nikt nie wpadł na pomysł, żeby te rozproszone historie zebrać w jedno miejsce, jedno czasopismo poświęcone wyłącznie horrorowi.

Pierwsze kroki w tym kierunku podjęło wydawnictwo Avon, ale nie przyniosło mu to szczególnych korzyści. Pierwszy samodzielny, poświęcony wyłącznie horrorowi magazyn komiksowy – Eerie Comics – ukazał się tylko w jednym numerze. To dziwne, bo zawierał kilka przyzwoitych historii i mojego osobistego faworyta – pulpową opowieść o ocalałej załodze samolotu, która znalazła się na wyspie zamieszkałej przez kanibali i posłuszne im krwiożercze, inteligentne jaszczury, rysowaną przez Joe Kuberta. Do dziś nie wiemy, czy upadek magazynu był spowodowany kiepską sprzedażą, czy też z brakiem zapału twórców.

Zawieszoną w 1947 roku serię wznowiono cztery lata później i tym razem udało się wypuścić 17 zeszytów, lubianych i popularnych w Ameryce. Koniec Eerie Comics, jak i innych serii horrorowych tamtego okresu, spowodowany był niczym innym, jak wprowadzeniem Comic Code Authority. Magazyny musiały ulec pod ciężkim butem Fredrica Werthama i jego idei.

Paweł Iwanina

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

[Złoty Poniedziałek] Demoniczny bóg pulpy - Myron Fass

Jeżeli w Ameryce lat 70. była brudna robota do zrobienia, pojawiał się On. Człowiek, który potrafił sprzedać absolutnie wszystko. Zawsze schowany w cieniu unikał obiektywów reporterów, przez co w świadomości ludzi praktycznie nie istnieje. Poznajcie legendę człowieka imieniem Myron Fass.
 
Wszechstronny

Mgła osnuwająca jego życie rzednieje dopiero wtedy, gdy w wieku 22 lat zaczyna rysować pierwsze komiksy. Nie ograniczał się w żaden sposób ani do gatunku, ani do wydawnictwa. Był elastyczny i brał każdą robotę, jaką napotkał. Pracował w ten sposób aż przez osiem lat, z roku na rok nakładając większe tempo. Niekiedy zdarzało się, że Fass ilustrował całe zeszyty komiksowe, zostawiając jedynie kilka stron dla innych autorów, jak w przypadku magazynu Love Doctor, gdzie publikował ckliwe romansidła (przeważnie według własnego scenariusza!), czy Black Diamond Western.

Złota Era, chłopcze!

Jako rysownik miał już ugruntowaną pozycję w świecie komiksu złotej ery. Nie trwało to jednak długo – na mocy Comics Code Authority historie, których tworzenie sprawiału mu przyjemność w zasadzie zniknęły z rynku – ostały się tylko te niszowe, które miały już rzeszę wiernych czytelników. Fass zajmował się dosłownie wszystkim, co związane z komiksem. Zostało mu tylko jedna gałąź, w której do tej pory nie miał okazji się sprawdzić.

Zamiast rysować poświęcił się karierze wydawniczej. I wyszło mu to świetnie. Dzięki temu stał się jednym z najwybitniejszych popularyzatorów pulpy z ostatniego pięćdziesięciolecia.

Fass nie bał się niczego – parał się komiksowym horrorem, wskrzeszał upadłe magazyny pulpowe takie jak Terror Tales, czy Horror Tales, wydawał kryminały i historie o Kapitanie Marvelu, a także serię magazynów dla mężczyzn i entuzjastów broni palnej. Nie wspominając o tabloidach, magazynach telewizyjnych, czy magazynach poświęconych UFO – Ancient Astronauts, Offical UFO, czy Close Encounters of the Fourth Kind. Sprzedawał, tworzył i promował wszystko, co tylko – wedle jego opinii – mogło się sprzedać. W tym okresie został nazwany demonicznym bogiem pulpy.

Demoniczny bóg pulpy

Złota era Mayrona Fassa przypadła na lata 70., kiedy stał się największym wydawcą magazynów w Stanach Zjednoczonych. Jego rekordem było pięćdziesiąt(!) magazynów miesięcznie, które wychodziły pod egidą jego licznych firm wydawniczych. 

Moda na ciemniejsze oblicze pulpy stopniała na końcu lat 70., kiedy to do amerykańskiej świadomości dochodził powoli splendor nadchodzących lat 80. Mimo to Myron Fass działał dalej, choć mniejszym sumptem i ze znacznie skromniejszą kolekcją gazet.

Jego ostatnim projektem była firma Creative Arts wydająca magazyny dla miłośników broni. Były lata 90., a Fass dochodził siedemdziesiątki. Po latach ciągłej walki o dobrą sprzedaż przygniotła go paranoja, przez którą przestał się odzywać i stał się podejrzliwy. Poszedł wtedy za namową rodziny na zasłużoną emeryturę. Nieniepokojony w ostatnich latach swojego życia przez nikogo zmarł na słonecznej Florydzie w połowie lat dwutysięcznych, zostawiając po sobie pokaźny komiksowo-pulpowy dorobek.

Żółte dziennikarstwo?

Patrząc się z perspektywy dzisiejszej na działalność Fassa trzeba powiedzieć, że nie wszystko co tworzył, było dobre - wśród jego tytułów wiele było w konwencji tzw. żółtej prasy, czyli tytułów, które bazowały na niesprawdzonych doniesieniach, niezweryfikowanych informacjach, nastawionych na tanią sensację tabloidach, których tworzenie miało tylko jeden cel - miało dostarczyć mu gotówki na produkcję tego, co zawsze go pasjonowało - magazynów komiksowych.

Pamiętajcie o Myronie Fassie. W końcu demoniczny bóg pulpy może być tylko jeden.

Jeżeli chcesz przeczytać więcej o złotej erze komiksu zapraszam do śledzenie informacji na temat naszego najnowszego magazynu - Coś na Progu: Złota Era Komiksu

Paweł Iwanina

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Komiks, który rozśmieszał Amerykę [Złoty Poniedziałek]

Cykl wpisów Złoty Poniedziałek poświęcony będzie komiksom – najczęściej tym, ze Złotej Ery Komiksu. Postaram się przybliżyć wszystko, co z komiksem jest związane w dobrej i przejrzystej formie. Zaczniemy od lutego 1948 roku, kiedy to nakładem wydawnictwa St. John wychodzi pierwszy numer 36 stronicowego komiksu Abbot and Costello.


Takich trzech, jak nas dwóch...

Były to zeszyty robione na licencji uzyskanej od wytwórni Universal, która zajmowała się produkowaniem filmów z tytułową parą. Abbott i Costello byli komediowym duetem, który od początku lat 40. rozbawiał całą Amerykę do łez. Nie była to zwyczajna para, która od czasu do czasu miała uświetniać nudne uroczystości – w tamtym okresie nie było osób, które mogłyby się z nimi równać. 

Są autorami jednego z najbardziej rozpoznawalnych skeczy - grze słów. Nazywał się „Who’s on first?” i polegał na tym, że wysoki, szczupły i wyważony Abbot tłumaczył pozycje i nazwiska graczy baseballa swojemu niskiemu, tęgiemu i porywczemu partnerowi – Costello. Witz rozchodził się o dwuznaczność nazwisk – jeden nazywał się Kto, drugi Czemu – a na każdy występ modyfikowali listę graczy. Brzmiało to mniej więcej tak:

- Kto jest pierwszy?
- Kto.
- Kto?
- Kto jest pierwszy!

„Who’s on first” znalazło się w liście 100 najlepszych cytatów według Amerykańskiego Instytutu Filmowego. 

Zapełniamy rynek

Abbot i Costello byli hitem – pojawiali się w radiu, telewizji, filmie, kreskówkach, a nawet w tekstach piosenek. Byli bezkompromisowi, nieugięci i przez ponad 20 lat ciągle na dobrym poziomie. Niestety, przez kodeks Haysa – konserwatywny zbiór zakazów dotyczących możliwości pokazywania danych scen w kinematografii – wydźwięk ich filmów musiał być złagodzony. 

Do rzeczy, których nie można było pokazać na ekranie wybrano komiks, chociaż pierwotnie nie taki był zamysł. Pierwsza historia z lutego 1948 roku to przerysowana na papier fabuła filmu z duetem Abbot&Costello - The Wistful Widow of Wagon Gap z 1947 roku. Później zamiast uciekać się do adaptacji, zaczęto wychodzić z własnymi inicjatywami. Pojawiały się parodie westernów, kryminałów, thrillerów, a nawet fantasy. Wszystko w dowolnej komediowej konwencji – żonglowano gatunkami, obśmiewano polityków i systemy gospodarcze, pojawiały się komentarze na bieżące sprawy polityczne, a wszystko to ukryte pod celnymi ripostami Abbota i Costello.

Po tym, jak prawy górny róg okładki zaczęła zasłaniać pieczątka „approved by comic code authority” seria przetrwała tylko 2 lata. Do 1956 roku zdążyło ukazać się 40 bardzo dobrych, choć miejscami nierównych numerów. 
 
Nie taki szybki koniec

Koniec komiksowej serii zbiegł się ze spadkiem zainteresowania wyczynami Abotta i Costello, którzy kilkanaście lat wcześniej wyparli Flipa i Flapa, a teraz sami mieli być wyparci przez nowy duet – przystojnego, wysportowanego i uwodzicielskiego Deana Martina i jego partnera, wyjątkowo pociesznego Jerry’ego Lewisa. 1956 rok to także ostatni poważny film z gasnącymi sławami. Ameryka o nich zapomniała.

Po 11 latach nieobecności, w 1967 roku powrócili – najpierw w wersji animowanej The Abbott and Costello Cartoon Show, pięciominutowych skeczach na zlecenie Hanna-Barbera, a później znów zagościli na kartach komiksu. Serię wydawało wydawnictwo Charlton, miała 22 zeszyty i ostatecznie umarła w 1971 roku. Od swojej starszej siostry odbiegała poziomem, a swoją popularność osiągnęła dzięki zamiłowaniu Ameryki do nostalgii.

Jak na razie nie zanosi się ani na reedycję, ani na nowe przygody komediowego duetu. Chociaż przyglądając się ostatniemu trendowi, w którym do łask powraca retro i vintage nie powiedziałbym, że jest to aż tak bardzo nierealna myśl.

Paweł Iwanina


Grafiki

Na koniec kilka grafik. Różnice między rokiem 1954 a 1955, czyli wprowadzeniem Comic Code Authority widać gołym okiem:

Okładka sprzed Comic Code Authority
A tutaj już po liftingu.
               

niedziela, 7 grudnia 2014

Rzut oka na premierowy numer magazynu "Coś na Progu: Złota Era Komiksu"!

Zapinamy prace nad pierwszym numerem nowego czasopisma z rodziny "Coś na Progu". "CNP: Złota Era Komiksu" będzie zajmował się klasycznym pulpowym komiksem sprzed lat. W każdym numerze, na 54 stronach znajdziecie od 4-5 zamkniętych historii, okraszonych dodatkowo całą masą publicystyki. Czasopismo będzie składało się z części czarno-białej (artykuły, wywiady, prezentacje) i kolorowej (komiksy). Nie będzie można kupić go w Empikach i kioskach, a jedynie w wybranych księgarniach i sklepach online. W pierwszym wydaniu znajdziecie dzieła m.in. Joe Kuberta, Franka Frazetty, Franka N. Steina, Steve'a Ditko & Jacka Kirbiego.



wtorek, 7 października 2014

NOWY PROJEKT! Coś na Progu: Złota Era Komiksu


Witajcie!

Od dłuższego czasu chodził za nami pomysł zrobienia czegoś naprawdę szalonego; czegoś, czego jeszcze nikt inny nie robił - publikowania najlepszych pulpowych komiksów z lat 30., 40. oraz 50. Gdy opublikowaliśmy pierwszą zapowiedź, byliśmy mile zaskoczeni, jak duży odzew dostaliśmy od Was - najlepszych hardcorowych Czytelników. Nie ma już odwrotu!

Niedługo oddamy w wasze ręce kwartalnik Coś na Progu: Złota Era Komiksu. Nie będzie to typowy magazyn - stawiamy głównie na komiksy, nie na rozwlekłość treści. Dlatego też w środku znajdziecie przedruki zarówno najbardziej ikonicznych, jak i najciekawszych komiksów Złotej Ery. Do tego, w ramach uzupełnienia, przygotujemy teksty publicystyczne, które rozszerzą temat i pozwolą poznać go w całości. Każdy numer będzie zwartą całością.

Celem CNP: Złota Era Komiksu jest przybliżenie Czytelnikom historii, pasków, materiałów i nazwisk z czasów, w których nikt, w najnieśmielszych snach nawet, nie przeczuwał, że w przyszłości rynek komiksowy może okazać się aż tak popularny. Wiele postaci, które w tamtych czasach rządziły na arenie komiksu, zostało dziś już zapomnianych, ich twórcy trącą dziś myszką, a przecież bez nich nie byłoby fantastycznych przygód lat późniejszych. Niektórzy zaś bohaterowie przetrwali i mamy z nimi do czynienia aż po dziś dzień.

My skupimy się na tych, którzy przecierali szlaki, pionierach poruszających się po zupełnie nowym gruncie, pierwszych komiksowych horrorach, pierwszych zamaskowanych bohaterach, a także na tych, którzy swoją przygodę zaczęli na krótkich paskach dołączanych na ostatnie strony niedzielnych gazet, a skończyli jako rozpoznawalne, popularne postaci, z własną serią komiksową, niejednokrotnie ratując komiksowe wydawnictwa od upadku.

Podobnie jak Coś na Progu każdy numer będzie miał swój temat przewodni. Na pierwszy numer, z racji zbliżającego się Halloween, wybraliśmy horror i już zacieramy ręce z ekscytacji!

Wszystko w kolorze, na 48-52 stronach, w wygodnym formacie B5 z piękną, sztywną okładką. Złota Era Komiksu będzie dystrybuowana jedynie przez internet i dostępna na konwentach oraz imprezach tematycznych. Pojawiło się pytanie na temat okładki i sztucznego podnoszenia cen. Jeżeli znacie politykę naszego czasopisma, wiecie, że jesteśmy ostatnimi, którzy posunęliby się do takich działań Tak jak i Wy - ekipa Coś na Progu to przede wszystkim fani dobrego weirdu i komiksów. Nasze ceny są takie, jakie i my chcielibyśmy zobaczyć na sklepowych półkach. I takie pozostaną. Okładka będzie sztywna, nie twarda i zachowamy full color - po przeczytaniu obiecujemy ładny wygląd na półce. Cena, ze względu na to, ze projekt jest niszowy w niszy i nie możemy sobie pozwolić na gigantyczny nakład, będzie się wahać między 25 a 29 złotych, przy czym na pewno nie przekroczy górnej granicy.

Na razie kontaktujemy się i dogadujemy umowy ze sklepami internetowymi, także tymi zajmującymi się e-bookami, dlatego nie jesteśmy jeszcze w stanie powiedzieć, gdzie dokładnie będzie można zrobić pre-order, ale niedługo, już po rozmowach, opublikujemy listę sklepów.

Premiera między październikiem a listopadem.

Szukaj