Adres facebook

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą detektyw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą detektyw. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 września 2014

PULP NEWS#2: Pudełkowe potwory, thriller postapo i Dracula



Witajcie ponownie! Tym razem mieliśmy małą obsuwę w publikacji naszego małego podsumowania, ale obiecujemy poprawę. Zwłaszcza, że w ciągu tych dwóch tygodni newsów nazbierało się tyle, że aż trudno coś wybrać. :) Jednak już bez zbędnego przeciągania:

KINO W PAŹDZIERNIKU


„Pudłaki” (The Boxtrolls”)  przygoda z magią, trollami i innymi stworzeniami! Nadchodzi nowa, ciekawa pozycja z gatunku filmów familijnych. „Pudłaki” to adaptacja powieści dla dzieci „Here Be Monsters!” pióra Alana Snowa. Książka wsławiła się niezwykle estetycznym wykonaniem – ilustracji jest ponad 500, a wykonał je sam autor. To przygody młodego, osieroconego chłopaka, Archibalda Snatchera, wychowanego przez podziemnych, zamieszkałych w jaskiniach zbieraczy śmierci, zwanych pudłakami. W role aktorów głosowych wcielą się między innymi Ben Kingsley oraz Jared Harris. Premiera 10 października tego roku.  




„Dracula: historia nieznana” („Dracula: Untold”) pisaliśmy niedawno, że Luke Evans jest rozchwytywany. Oto plakat najnowszej produkcji z jego udziałem  „Dracula: historia nieznana”. Zagra on rolę księcia Włada Palownika, w historii ukazującej go jako bohatera obciążonego pewnymi wadami. W Herkulesie z Dwaynem Johnsonem również był pomysł na ukazanie bohatera jako zwykłego śmiertelnika. Czyżby szykowało się coś podobnego? Premiera już 17 października. 

 

W PRODUKCJI


„Detektyw” to serial, który mocno podzielił opinię publiczną. Jedni wychwalali go za niepowtarzalny klimat i dobre aktorstwo, inni zarzucali mu nudę i kiepskie zakończenie. Jak będzie teraz? 

1. Justin Lin („Szybcy i wściekli”) prowadzi rozmowy z telewizją HBO w sprawie wyreżyserowania dwóch pierwszych odcinków drugiego sezonu serialu „Detektyw”. 

2. Najprawdopodobniej w kolejnym sezonie zagra Vince Vaughn („Mr. & Mrs. Smith"). Miałby wcielić się w głównego antagonistę. W obsadzie mają znaleźć się także Colin Farrell, Taylor Kitsch i Michelle Forbes. 

3. Fabuła drugiego sezonu ma opowiadać o śmierci Bena Caspara, skorumpowanego polityka związanego z kolejami, właścicielami ziemskimi i federalnymi grantami. Detektywi odnajdą jego ciało z wyrytymi na piersi satanistycznymi inskrypcjami. 

4. Najbardziej rewolucyjna zmiana, to nie dwójka, a czwórka głównych bohaterów. Mówi się, że ich role zagrają: Joaquin Phoenix („Gladiator”), Christian Bale („Batman”) i Jessica Chastain („Mama”). 

Czy drugi sezon podoła oczekiwaniom fanów? Przekonamy się już niedługo!

Man Down”: Fani postpo niech zacierają ręce. Szykuje się nam kolejna, dobra produkcja! Shia LaBeouf („Transformers”), Kate Mara („House of Cards”) i Gary Oldman zagrają w thrillerze postapo „Man Down”. 
To film o żołnierzu, który powraca z Afganistanu do postapokaliptycznej Ameryki, aby odszukać swoją rodzinę. Musi zmierzyć się zarówno ze swoją przeszłością, jak i niesprzyjającymi warunkami. 
Za kamerą stanie Dito Montiel („Wszyscy twoi święci”). Scenariuszem zajmuje się Adam Simon, dla którego to będzie już druga próba zmierzenia się ze scenopisarstwem. 
Premiera w 2016 roku!


„Jak wytresować smoka 3”: Premiera została przesunięta o rok, czyli na czerwiec 2017. Plotka głosi, że to z powodu problemów ze scenariuszem.

„Jaś i Małgosia”: Steven Spielberg, Oprah Winfrey oraz Juliet Blake postanowili zabrać się za ekranizację nowego dzieła Neila Gaimana i Lorenzo Mattotti’ego pt.: „Jaś i Małgosia”. Komiks (w oryginalnej wersji językowej) wyjdzie dopiero 28 października tego roku, więc tak szybka decyzja o jego ekranizacji może dziwić. Chociaż patrząc na poprzednie adaptacje filmowe dzieł Gaimana możemy być niemal pewni, że wersja filmowa będzie stała na wysokim poziomie.

WYDARZENIA

Polcon 2016: Przewidywania się sprawdziły. Polcon 2016 odbędzie się we Wrocławiu! Ale to nie wszystko  konwent będzie trwał aż 5 dni i będzie włączony jako jeden z elementów programu Europejskiej Stolicy Kultury 2016.

4 października odbędzie się we Wrocławiu Horror Day  Dolnośląski Festiwal Grozy. Więcej informacji można uzyskać na fanpage’u imprezy, my zaś prezentujemy z tej okazji trailer reklamujący przedsięwzięcie:



KĄCIK SEANSOWY

Krótka co prawda, ale interesująca walka między robotami, a Zieloną Strzałą od DC Nation  „Onomatopoeiabot”.



Wyreżyserowany przez Anthony'ego Lucasa krótkometrażowy film animowany zrealizowany w konwencji steampunkowej grozy. Opowiada o tytułowym Jasperze Morello (głos podkłada Joel Edgerton znany z roli Owena Larsa z Gwiezdnych Wojen), nawigatorze parowego statku powietrznego. Morello opuszcza nękane zarazą ojczyste miasto i udaje się w niebezpieczną podróż... Ekipę Cosia urzekł zarówno sposób animacji, jak i sama fabuła filmu.


Do następnego tygodnia!
(Tym razem na pewno :)

środa, 18 kwietnia 2012

Coś na progu recenzuje: Lennox (Craig Russell)

Nowe, stare noir

Retro-kryminał to ostatnio bardzo modna podgatunek. Książek odwołujących się do realiów dawnych ,,lepszych” czasów jest tyle, że coraz trudniej odróżnić tylko dobrą stylizację od literackich, kryminalnych perełek. Książka Lennox Craiga Russela ma ambicję, być jednym z takich skarbów.

Prywatny detektyw Lennox ma za sobą ponurą wojenną przyszłość i równie nieatrakcyjne perspektywy na przyszłość. Glasgow, nad którym wiecznie unosi się smog i groźba gruźlicy, nie sprzyja napływom uczciwych klientów. Kiedy podrzędny gangster prosi detektywa, aby ten zajął się śmiercią jego brata bliźniaka, Lennox odmawia nie chcąc nadepnąć na odcisk szefom lokalnej mafii. Sprawa komplikuje się, gdy jego niedoszły zleceniodawca kończy ze zmiażdżoną głową, a morderstwem zaczyna interesować się jeden z królów lokalnego podziemia.

Kryminalna intryga zaserwowana przez Craiga Russella rozpędza się szybko i nie daje czytelnikowi zbyt wiele okazji do wytchnienia. Lennox to chirurgicznie przeprowadzona operacja na splątanych tkaninie Glasgow. Nitka po nitce, poznajemy kolejne wątki spraw, które krzyżują się, splatają i rozchodzą w swoją stronę, by nieoczekiwanie znowu się spotkać. Przebieg śledztwa czytelnik poznaje z perspektywy Lennoxa, w którego życiu nie ma zbyt wiele miejsca na sentymenty i trwałe relacje z kobietami. Detektyw opowiada o wydarzeniach bogatym literackim językiem, który potrafi być niekiedy ostry jak żyleta. Autor ma swój zdecydowany styl. Pisze z nerwem i przekonaniem, któremu wielu może mu tylko zazdrościć. Skąd tak wysoki poziom książki Russella? Być może, po części wynika on z przeszłości pisarza, który przez pewien czas sam służył jako oficer policji. Jego postaciom nie sposób nie wierzyć. Mamy tu i typową zgraję gangsterów, policjantów i prostytutek, ale także kilka bardziej intrygujących charakterów, jak choćby wybijającą się ponad sztampę sylwetkę niepozornego płatnego mordercy.

Kapelusze, robotnicze dzielnice i stare samochody doskonale budują klimat ciemnej strony Glasgow. Czytelnik czuje, jakby rzeczywiście tam był - wdychał wyziewy fabryk i truł się miejskim smogiem miasta. Duszny to kryminał, ciemny od sadzy i brudny od krwi ofiar, która niemal lepi się do palców, kiedy czytelnik przewraca kolejne stronice książki. Russell nie pozostawia nikogo obojętnym, angażuję uwagę i zachwyca stylem. Do takiego Glasgow miło będzie wracać, zwłaszcza, że Lennox to dopiero początek.

Szymon Stoczek

środa, 11 kwietnia 2012

Coś na progu rozmawia: Wywiad z Marcinem Wrońskim (6 kul w magazynku)

W cyklu naszych szybkich wywiadów z pisarzami pod ostrzał dostał się autor kryminałów - Marcin Wroński. Sześć pocisków zaklętych w pytania posłał w jego stronę Szymon Stoczek. Zapraszamy do lektury:

 Szymon Stoczek: Duża część ,,Skrzydlatej trumny” dotyka przekrętu mającego miejsce w Lubelskiej Wytwórni Samolotów. Na końcu swojej książki zamieszcza Pan dodatkowo historię samej firmy. Skąd zainteresowanie tym miejscem?

Marcin Wroński: Głównie stąd, że nie tylko już go nie ma. Nie ma go do tego stopnia, że gdy przyjedzie Pan do Lublina i pójdzie na ulicę Wrońską, bardzo trudno będzie Panu sobie wyobrazić, że po jednej jej stronie było lotnisko, a po drugiej hangary, biura konstrukcyjne i warsztaty fabryczne. W powieściach o komisarzu Maciejewskim opisuję rudery, speluny i cuchnące bramy, ale także wielowymiarową dynamikę miasta, która po wojnie została zatracona – nie w tym sensie, że teraz nie ma dynamiki, ale w takim, że nie ma już wielowymiarowości. W moich retrokryminałach kluczem zawsze jest miasto, tak samo w Skrzydlatej trumnie, tylko tym razem bardziej skupiłem się na jego przemysłowej części. Natomiast nie jestem i nigdy nie byłem fanem lotnictwa, zainteresowałem się nim wyłącznie z powodów utylitarnych. Nie żałuję jednak, bo jak zwykle to bywa podczas moich poszukiwań dobrego tła kryminału, dotarłem do informacji bardziej nieprawdopodobnych niż jakakolwiek fikcja. Trudno uwierzyć, ale takie samo usterzenia ogonowe, jakie miał supertajny amerykański bombowiec z lat 80. F-117 Nighthawk, po raz pierwszy przetestowano właśnie w lubelskiej fabryce samolotów Plagego i Laśkiewicza. Oczywiście mój bohater, Zyga Maciejewski, zajmuje się sprawami kryminalnymi, nie wysokimi technologiami, więc w samej powieści dotykam głównie sposobów, jakimi państwo doprowadziło do wysiudania z interesu dawnych właścicieli fabryki, ale skoro pyta Pan o moje prywatne motywacje, to takie właśnie są – zachwyt i niedowierzanie, że w moim mieście, w zakładzie, który stale borykał się z problemami finansowymi, powstawały znakomite, niedoceniane konstrukcje.

Szymon Stoczek: W jednym z felietonów wyznał Pan, że nie boi się horrorów, rzeczywiście jest z Pana taki twardy, nieustraszony racjonalista?

Marcin Wroński: Mój felieton oczywiście operuje przerysowaniem, nie jestem nieustraszony. Jestem jednak racjonalistą i zapewne dlatego wolę być pisarzem kryminałów niż horrorów. To nie jest tak, że nie cenię literatury grozy, z przyjemnością czytywałem ją jeszcze jako filolog, z nieco mniejszą jako redaktor, a już zupełnie bez przyjemności prywatnie, jako zwykły czytelnik. Jako zwykłego czytelnika bardzo mnie ona nudzi.

Szymon Stoczek: Pana cykl drobiazgowo oddaje realia historycznego Lublina. Jak dużo czasu poświęca pan na research, a ile na pisanie samych książek?

Marcin Wroński: To trudno zmierzyć, bo oba te elementy mojej pracy często mieszają się ze sobą. Byłoby bardzo miło mieć tyle czasu, aby najpierw poświęcić kilka miesięcy na samo zbieranie informacji, a potem znów kilka na samo pisanie. Wtedy nie tylko moja wiedza byłaby bardziej uporządkowana i czułbym się mądrzejszy, ale też mógłbym Panu odpowiedzieć bardziej precyzyjnie. Wydaje mi się, że jest pół na pół, z tym że część reasearchu wykonuję podczas pisania, bo np. nagle potrzebuję sprawdzić, na ile guzików zapinał się policyjny mundur albo o której godzinie odjeżdżał pociąg z Lublina do Warszawy. Niektórych potrzebnych elementów nie sposób przewidzieć na wstępie, dopiero podczas pisania ujawniają się braki. To jednak tworzy pewien chaos, bardzo nieprzyjemny dla racjonalisty, prawda?

Szymon Stoczek: Którą z części cyklu o Maciejewskim ceni Pan sobie najbardziej, a którą najmniej?

Marcin Wroński: Nie chciałbym zohydzać moim czytelnikom żadnej z moich książek, zwłaszcza że zdania na temat tego, która jest najlepsza, są podzielone. Za literacko najlepszą uważam A na imię jej będzie Aniela, chociaż szczególny sentyment mam do Kina Venus – to najweselsza odsłona cyklu, przy której podczas pisania nieraz zaśmiałem się sam do siebie, a praca nad nią była czystą radością. No i ten reasearch, który polegał m.in. na oglądaniu przedwojennych filmów i zdjęć pornograficznych! Najmniej lubię właśnie Skrzydlatą trumnę, ale w żadnym razie nie dlatego, że uważam ją za książkę nieudaną. Tu po raz pierwszy reasearch przerósł kompetencje mojego komisarza i wielu interesujących mnie spraw nie mogłem zawrzeć w książce. Historia lubelskiej fabryki samolotów aż się prosi o powieść, w której główną rolę odegrałaby jakaś wyimaginowana komisja śledcza albo zespół z komendy głównej policji – to materiał na drugą powieść: retro-polityczno-sensacyjną. Tymczasem Maciejewski jako prowincjonalny glina na wiele spraw ma za krótkie ręce, o wielu sprawach zwyczajnie nie może wiedzieć, tym bardziej nie może się nimi zajmować. Stąd po postawieniu ostatniej kropki mam pełną świadomość niewykorzystaniu potencjału, jaki dawał materiał. Natomiast cenię sobie Komisarza Maciejewskiego jako cykl, a zwłaszcza to, że przynajmniej do tej pory udawało mi się tak konstruować jego poszczególne odsłony, że pasują do siebie, a zarazem każda jest inna w temacie i nastroju.

Szymon Stoczek: Pracuje Pan nad następną książką ,,Pogrom w przyszły wtorek” czy może Pan zdradzić w jakich latach i jakiej sprawy tym razem będzie dotyczyć akcja?

Marcin Wroński: Myślę, że będzie to jedna z bardziej lubianych przeze mnie książek, bo dotyczy interesującego zdarzenia – pogromu Żydów w Lublinie tuż po zakończeniu wojny. Mówię „interesującego”, a nie „tragicznego”, bo w przeciwieństwie do pogromów w Krakowie czy w Kielcach, w Lublinie nie doszedł on do skutku. Nie wiadomo dlaczego tutejsza bezpieka zachowała się jak policja, a nie jak mafia polityczna. Bo wtrącił się jakoś komisarz Maciejewski? Poza tym rok 1945 to też ciekawy moment w życiu Lublina jako miasta, które cierpi biedę, które przed chwilą było stolicą nowej Polski, ale właśnie być nią przestało, które nie wie, co będzie dalej, i bardzo po lubelsku przypuszcza, że nic dobrego…

Pytanie od Czytelników na blogu „Coś na progu”:
Artykuły, teksty kabaretowe, opowiadania, scenariusze, wreszcie, powieści - czytałam, że dopasowuje Pan konwencję do historii, którą chce opowiedzieć. Mam jednak pytanie: która z tych form jest dla Pana największym wyzwaniem, a która przychodzi w sposób niejako naturalny?
Marcin Wroński: Trudne pytanie, bo niektóre z tych form to już sprawa przeszłości, niekiedy całkiem odległej. Nie piszę już tekstów kabaretowych, natomiast wszelkiego rodzaju komediowe wstawki w kryminałach piszą mi się same. Bardzo lubię pisać opowiadania, bo to bardzo odświeżające dla kogoś, kto siedzi głównie nad powieściami. Natomiast im dłużej siedzę nad powieściami, tym bardziej nie lubię pisania scenariuszy. Bardzo się męczę, przestawiając głowę na zupełnie inny rodzaj myślenia. Jako powieściopisarz dążę do formy możliwie kompletnej, która pozostawia jedynie wąskie szparki na wyobraźnię czytelnika i za którą tylko ja jestem odpowiedzialny. Natomiast scenariusz jest jedynie partyturą, a grać będzie ktoś inny i w dużej części od tego, jak on zagra, zależeć będzie efekt. Właśnie to myślenie pod grającego, a nie pod tekst, jest najtrudniejsze i najbardziej frustrujące, bo trudne do przewidzenia.
 Dziękujemy za rozmowę!

Szukaj