Zapraszamy do obejrzenia krótkiej animacji inspirowanej opowiadaniem
Edwarda Lee, pt. "Pierwiastek zła", które znalazło się w antologii "Cienie spoza czasu". Przypominamy, że pisarz będzie
gościem tegorocznej edycji Polconu we Wrocławiu! Książkę "Cienie spoza czasu" można zamawiać już w internetowym sklepie EMPIKU i odbierać ją w dowolnym salonie w całej Polsce.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edward lee. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą edward lee. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 26 lipca 2012
Edward Lee - animacja inspirowana opowiadaniem!
czwartek, lipca 26, 2012
bestseller, Cthulhu, edward lee, groza, horror, konwent, lovecraft, macki, metal, opowiadanie, Polcon, potwory, providence
No comments
czwartek, 17 maja 2012
Coś na Progu prezentuje: opowiadanie Edwarda Lee (antologia "Cienie spoza czasu")
czwartek, maja 17, 2012
antologia, Cthulhu, edward lee, fantastyka, groza, horror, koszmar, lovecraft, opowiadanie, premiera
1 comment
Antologia w hołdzie H.P. Lovecraftowi:
CIENIE SPOZA CZASU
(pre-order 6.06.2012)
Fragment opowiadania
EDWARDA LEE
PIERWIASTEK ZŁA
(tłum. Jakub Wiśniewski)
![]() |
| By Sonofamortician (sonofamortician.deviantart.com/) |
Coop
połączył łańcuchy i wyciągał trumnę z ziemi za pomocą dźwigu
zamontowanego w koparce. Silnik zacharczał, kiedy trumna zadyndała
w powietrzu.
–
Postaw ją! –
krzyknął Fichnik pośród hałasu diesla.
Coop
zamrugał.
–
Co takiego?
–
Postaw ją tutaj!
Proszę!
Coop
obniżył trumnę i zgasił silnik.
– A
to niby kurwa po co?
Doktor
Fichnik podszedł bojaźliwie do koparki.
–
Jeśli nie masz nic
przeciwko, młody człowieku, chciałbym otworzyć trumnę.
Cooper
zapalił następnego winstona.
–
Coś podobnego, a ja
bym chciał wydymać Angelinę Jolie. I wygląda na to, że żaden z
nas nie zrobi tego, na co ma ochotę.
–
Zależy mi po prostu
na tym, aby zbadać stan zwłok, zanim trumna zostanie przeniesiona.
–
Może pan sobie
tylko o tym pomarzyć. Nie mogę pozwolić na otwarcie. To wbrew
przepisom, chyba że ma pan nakaz lub polecenie wydane przez biegłego
sądowego.
Prawie
jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w dłoni Fichnika
pojawił się banknot studolarowy.
–
Albo właśnie to –
odparł Coop i chwycił zielony papierek.
Ale
pieprzenie mnie dzisiaj czeka – pomyślał. Z taką forsą
mógłby roznieść kilka zaćpanych dziwek; wracałyby do swoich
alfonsów na trzęsących się nogach. Czym się tu
przejmować? Skoro ten tu gównojad chce zlustrować jakiś szkielet,
niech mu będzie… Coop wsunął pieniądze do kieszeni. Jeśli
to go kręci.
–
No to dawaj, Arnold.
– Cooper podał krągłemu gościowi klucz do podważania.
–
Doprawdy, ja…
–
Sił panu brakuje?
–
No cóż…
–
Dorzuci pan jeszcze
stówę i otworzę dla pana trumnę – zaproponował łaskawie
Cooper.
Fichnik
bez większego sprzeciwu wyjął kolejne sto dolarów. Cooper schował
je i zeskoczył z koparki. Teraz to rozumiem. Wsunął klucz
pod wieko trumny i przycisnął w dół. Bez efektu.
Cholera,
toż to bardziej zaciśnięte niż tyłeczek dwunastolatki –
pomyślał, chwyciwszy młotek, żeby mocniej wbić klucz. O trumnach
wiedział tyle, że sposób zamykania był za każdym razem inny. No
jazda, ty mała suko… Fichnik wydawał się rozbawiony.
–
Jak ci idzie…
Arni?
A
co powiesz na to, jak ci wcisnę ten klucz do dupy, Wladziu1.
Założę się, że wyjąłbym stamtąd mnóstwo zużytych
gumek i przynajmniej jedną analną zabaweczkę. Ale
Cooper, mimo ogólnej społecznej wrogości, potrafił być uparty.
Włożył klucz w inne miejsce, wbił młotek i stanął na nim.
Zaczął na niego napierać całym ciężarem ciała.
–
Tylko ostrożnie! –
zawołał Fichnik.
Zamknij
się – Cooper wycedził w myślach i rozkołysał się w rytm
Waking the Dead grupy Suicidal Tendencies. Z obiema stopami na
kluczu przycisnął jeszcze mocniej…
–
Ostro…
TRZASK!
Drewno
huknęło. Pradawne zamknięcie wystrzeliło z mosiężnych okuć.
Wieko trumny rozwarło się z impetem.
A
niech to!
Coopera
odrzuciło. Wylądował na plecach przed nagrobkiem, po czym
przekoziołkował i wpadł wprost do rozkopanego dołu. Jasne gwiazdy
rozbłysły mu przed oczyma, co było niezłym dodatkiem do smętnej
piosenki. Dojście do siebie trochę mu zajęło. A kiedy w końcu
zdołał wygrzebać się na powierzchnię, zobaczył odwróconego
szerokimi plecami doktora Fichnika, który spoglądał do wnętrza
trumny.
–
Och… och moje –
zajęczał.
– O
co chodzi, panie Fiutnik? – zapytał Cooper, wychodząc z dziury.
–
Wiedziałem, po
prostu wiedziałem.
Cooperowi
w końcu udało się klęknąć pośród piętrzącej się ziemi. Nie
był w najlepszym nastroju. Fichnik spojrzał na niego i chwycił go
za ramiona.
–
Wiedziałem –
wyszeptał.
Cooper
zajrzał do środka trumny i zobaczył…
1Wladziu
Valentino Liberace (pseud. Liberace) ‒
znany artysta estradowy i homoseksualista [przyp. tłum.].
![]() |
| PREMIERA JUŻ W CZERWCU 2012 |
piątek, 6 stycznia 2012
Fragment opowiadania "Makak" Edwarda Lee
W ciągu najbliższych tygodni na naszym blogu pojawi się sporo zapowiedzi tekstów z pierwszego numeru "Coś na progu". Zaczynamy od fragmentu opowiadania Edwarda Lee pt. "Makak" (tłumaczenie: Jakub Wiśniewski, korekta: Magda Dziekońska, ilustracja: Patrycja Adamus). Ekstrema, przemoc, narkotyki, seks i magia...
Edward Lee (ur. 1957) - amerykański pisarz grozy, specjalizujący się w prozie ekstremalnej, łamiącej wszelkie tabu. Jako inspiracje wymienia najczęściej "Mitologię Cthulhu" H.P. Lovecrafta. W Polsce debiutował niedawno powieścią "Sukkub". Jedno z jego opowiadań niepublikowanych wcześniej w naszym kraju, pojawi się wkrótce w antologii tekstów inspirowanych twórczością Samotnika z Providence pt. "Cienie spoza czasu".
MAKAK
Casparza był odrażający – przypominał bardziej galaretę niż człowieka. Nie był w stanie upychać żarcia do gęby tak szybko, jakby tego chciał. Patrzcie go – pomyślał Hull z obrzydzeniem. – Wygląda jak sterowiec, tłusty brudas.
Ale panienka to zupełnie co innego – była piękna i miała klasę. Powiedziała, że nazywa się Janice. Zbyt stara jak na pukadełko – stwierdził Hull. – Na oko jakieś dwadzieścia pięć lat. Słyszał wszystkie historie o grubasie; miał chrapkę na szczeniaczki, lubił młode ciałka – wszystko, co miało więcej niż piętnaście lat, było dla niego próchnem. Więc jak Janice się w to wplątała? Miała wygląd typowej amerykańskiej bizneswoman. Teraz jak się nad tym zastanowił, uświadomił sobie, że wokół tej wypasionej willi kręciło się całkiem sporo Amerykanów. Co oni tu do cholery robili? W Peru.
A temu czarnemu o co chodziło? Hull zauważył go od razu. Dziwaczne. Koleś po prostu stał z boku przy drzewach. Co to kurwa jest? Jakaś pierdolona szopka voodoo? ‒ pomyślał Hull. Facet miał dredy do ramion i łachy w stylu afrykańskiego dashiki, u szyi zawieszony jakiś woreczek. Hull nigdy nie widział tak czarnego człowieka. Był wręcz antracytowy. I nie poruszył się ani razu. Po prostu patrzył się na nich z daleka, mając beznamiętny wyraz twarzy.
– No więc, panie Hull – odezwał się Casparza – pana wizyta jest bardzo niecodzienna. Rzadko sprzedajemy bezpośrednio, zwłaszcza detalistom. Ale cóż, znam paru ludzi. Dobrze się o panu wyrażali.
Miło słyszeć, ty tłusta larwo.
Miło słyszeć, ty tłusta larwo.
Casparza ważył ponad dwieście kilogramów. Szczerząca się, ledwie ludzka twarz wyglądała jak rysunkowa karykatura odciśnięta w cieście. Na głowie nosił idiotyczny słomkowy kapelusz, miał na sobie spodnie i koszulę, w których można by uwięzić małe słoniątko.
– Przeklęte DEA i ich zakazy nas wykańczają – poinformował go Hull.
– Wykańczają też największe kartele – dodała Janice. Jej głos wydawał się przytłumiony i odległy. Może była rzeczniczką Casparzy. Miała długie, proste blond włosy, ubrała się w prostą, beżową sukienkę ‒ typowy krój w kręgach biznesu. Jej szyję zdobił malutki wisiorek, ale Hull nie był w stanie dojrzeć, co przedstawiał. W dłoni trzymała zapalonego papierosa, ale nie widział, żeby się nim zaciągała. Na jedzenie także nie zwracała uwagi, chociaż służba co chwilę wnosiła coś nowego: jakąś brązową papkę zwaną ajj, śmierdzącą i gorącą jak napalm potrawkę rybną oraz kawały mięcha, na które grubas zareagował wesołym okrzykiem: „Pulpeciki! Moje ulubione!”. Na deser podano zaś anticoucho, czyli kawałki owczych serc grillowane jak szaszłyki.
Hull nie zjadł dużo.
("Coś na progu" nr1/luty-marzec 2012)




