Adres facebook

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lutego 2017

King Kong bije się z Tarzanem!

Od czasu do czasu, staramy się podpowiadać, po które z zagranicznych, pulpowych tytułów sięgać, bo polski rynek jest w pulpę wyjątkowo ubogi. Tymczasem, na fali popularności King Konga, który wraca w tym roku na ekrany kin, ukazała się wyjątkowo ciekawa powieść Willa Murraya, pt. "King Kong vs. Tarzan". Książka opowiada losy wielkiej małpy, rozgrywające się zaraz po tym, gdy porwano ją z Wyspy Czaszek. Transportujący Konga okręt zbacza z kursu i trafia do Afryki - królestwa Tarzana. Jak skończy się spotkanie dwójki ikonicznych bohaterów? Will Murray - autor kultowy w środowisku miłośników pulpy, opisywał już wcześniej losy spotkania Konga i innego herosa w tomie, pt. "Doc Savage: Skull Island".

czwartek, 17 listopada 2016

Magazyn Coś: Pierwsza powieść o przygodach Tequili na Allegro i OpenBooks!

"Tequila: Liczba Bestii" - pierwsza prawdziwie pulpowa powieść na polskim rynku jest już dostępna na Allegro (jeszcze przed księgarską premierą). Sprawdźcie także zupełnie darmowy ebook (PDF, ePUB, Mobi) do pobrania w serwisie OpenBooks... W postapokaliptycznym świecie niedobitki ludzkości zmagają się ze sobą nawzajem oraz z latającymi potworami, nazywanymi serpentynami. Ostatniego wolnego miasta bronią stary Kapitan i jego Rangerzy oraz jedyna w swoim rodzaju bohaterka, kobieca heroina - Tequila. Mając u boku rewolwerowca bez pistoletów, bojowego kota i szalonego szamana, Tequila będzie musiała stawić czoła swojej przeszłości, człowiekowi w masce i bestiom z najgorszych koszmarów...  Sięgnijcie po pełną zwrotów akcji, pulpową historię walki dobra ze złem, która nawiązuje do dzieł klasyków fantastyki: Burroughsa, Howarda, Lovecrafta i Axlera. Zapraszamy do świata, w którym drogę do zwycięstwa mogą wywalczyć jedynie ostrze maczety i pazur bojowego tygrysa.

czwartek, 29 września 2016

Magazyn Coś: Zorro powraca w pełnowymiarowej powieści

Wieści z zagranicy: Bold Ventrue Press przypomina pełnowymiarową powieść o przygodach walecznego Zorra, która nie była wznawiana od 1931 roku (seria - Zorro: The Complete Pulp Adventures). Tym razem dzielny bohater ma nowe kłopoty - ktoś wrabia go w napady na biednych i uciśnionych. Ścigany przez wieśniaków, którzy niegdyś mu pomagali i przez armię, Zorro musi raz jeszcze stanąć ponad prawem, aby odzyskać swój honor. W tomie znalazły się także trzy krótkie opowiadania, z czego jedno wydaje się szczególnie ważne, bo w toku jego akcji Zorro po raz pierwszy krzyżuje ostrze z sierżantem Garcią.

wtorek, 27 września 2016

Magazyn Coś: Powieść joe Hilla "Snapshot 1988" zostanie przeniesiona na ekran

Internet twierdzi, że na fali popularności "Stranger Things", Universal postanowił zainwestować w zekranizowanie podobnej w klimacie do serialu,  powieści Joe Hilla (syn Stephena Kinga), pt. "Snapshot 1988". Fabuła książki opowiada o trzynastolatku, który opiekuje się cierpiącą na demencję, starszą panią. Kłopot w tym, że jej wspomnienia nie są wymazywane przez chorobę, lecz przez złego człowieka, znanego jako The Phoenician, który do przejmowania ludzkiej pamięci używa niezwykłej kamery. Czterotomowy cykl Hilla pojawi się w księgarniach na wiosnę 2018 roku. Tymczasem, ekranizacja ma już dwóch producentów i właśnie trwają starania, aby do projektu przekonać reżysera Mike'a Flanagana i scenarzystę Jeffa Howarda (pracowali razem przy "Quija: Origin of Evil").

piątek, 23 września 2016

Magazyn Coś: "Baltimore", czyli pulpowa seria od Mike'a Mignoli

Mogliście nie słyszeć o tym cyklu, choć zamieszanie dookoła "Baltimore" zaczęło się już w 2007 roku. Pierwszy tytuł z serii to ilustrowana powieść autorstwa rysownika i scenarzysty Mike'a Mignoli i powieściopisarza Christophera Goldena, pt. "Baltimore, or, The Steadfast Tin Soldier and the Vampire". Jest to historia lorda Baltimora, który ranny w ardeńskim lesie w czasie kampanii wojennej w 1914 roku, zostaje zaatakowany przez gigantycznego nietoperza-potwora, żywiącego się poległymi. Dalsze losy lorda Baltimora zostały przedstawione w serii komiksów (Dark Horse/ obok cover pierwszego zeszytu), ukazujących się regularnie od 2010 roku do dziś. Swego czasu planowana była także ekranizacja, ale tymczasem pomysł został niestety pogrzebany. Tak, czy inaczej - dla fanów opowieści niesamowitych, weird fiction i pulpowych opowieści, "Baltimore" to pozycja obowiązkowa. Szerzej będziemy o serii pisać w kolejnych numerach Magazynu Coś.

poniedziałek, 12 września 2016

Pulpowa powieść "Tequila: Liczba Bestii" jeszcze przez jakiś czas dostępna za darmo!

Pulpowa, najnowsza powieść Łukasza Śmigla, pt. "Liczba Bestii", opowiadająca  o przygodach Tequili (redakcyjnej maskotki Magazynu "Coś") będzie jeszcze przez jakiś czas dostępna za darmo w serwisie OpenBooks do pobrania jako ebook (w różnych formatach). Fragment powieści znajdziecie także w #1 numerze Magazynu "Coś", a papierowe wydanie książki wraz z autorskimi szkicami trafiło na allegro. Więcej informacji na temat pulpowego cyklu o Tequili i uzupełniających go komiksów, można przeczytać na oficjalnej stronie serii i na oficjalnym Facebooku Tequili.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Przeczytaj fragment zapowiadanej powieści o Fu Manchu!

Zapraszamy do zapoznania się z fragmentem promocyjnym powieści o słynnym Fu Manchu autorstwa Saxa Rohmera, która zostanie wydana w cyklu "Biblioteki CNP". Ilustracja na okładce: Katarzyna Krzysztofowicz, tłumaczenie: Beata Lewińska. 









środa, 17 grudnia 2014

Dwa fragmenty powieści "Tequila: Liczba Bestii" gotowe do pobrania i czytania!

Prace nad książką o przygodach naszej "Cosiowej" pulp heroiny są już bardzo zaawansowane. Zapraszamy do odwiedzin jej nowego fanpage'a na Facebooku  oraz oficjalnego bloga. Tymczasem, proponujemy lekturę sporych fragmentów dwóch pierwszych rozdziałów powieści, pt. "Tequila: Liczba Bestii". Całość dostępna jest do ściągnięcia jako plik pdf i opatrzona wspaniałymi ilustracjami Kasi Babis. Niedługo udostępnione zostaną także wersję ePUB oraz mobi. Oby dopadła Was satysfakcjonująca pulpowa lektura oraz kot bojowy, mówiący po francusku...  




piątek, 12 grudnia 2014

Zapraszamy na dwie kolejki Tequili w dziesiątym "Coś na Progu"!

Zapraszamy na podwójną Tequilę w #10 "Coś na Progu", które jest już do pobrania za darmo z naszej strony. Grupa Iron Maiden ma potwornego Eddy'go, a naszą maskotką jest waleczna Tequila. W #10 numerze CNP m.in. nowy szort komiksowy z jej przygodami i premierowy fragment powieści, pt. "Tequila: Liczba Bestii". A na zdjęciu obok, zapowiedź genialnego tequilowego cosplayu (Ada Siess, Rafał Dabiach), fot. by Jakub Wilk: http://vilco.deviantart.com/










niedziela, 24 listopada 2013

Grafika na okładkę pierwszej powieści o przygodach Tequili, pt. "Liczba Bestii"...

Ilustracja autorstwa Kasi Babis i Daniela Grzeszkiewicza na okładkę pierwszej powieści Łukasza Śmigla o przygodach Tequili, pt. "Liczba Bestii". W książce znajdziecie także wspaniałe ilustracje Kasi! A komiks Tequila, pt. "Władca marionetek"do wzięcia tutaj: http://dobrehistorie.pl/book,28.html


niedziela, 20 października 2013

Dwie powieści za 25zł!

Gratka dla wielbicieli weird fiction - koniecznie sprawdźcie specjalne wydanie "Coś na Progu" #8, w którym znajdziecie pełnowymiarową powieść E.R. Burroughsa za 9.90zł oraz pierwszy tom "Biblioteki Coś na Progu", który to cykl otwieramy powieścią A. Merritta, pt. "Płoń wiedźmo, płoń!" dostępną za 15zł. Wysyłka z naszego sklepu internetowego - GRATIS! http://dobrehistorie.pl/



poniedziałek, 14 października 2013

"Coś na Progu" recenzuje: China Miéville "AMBASADORIA"

Arieka zaś leży bardzo daleko od wszystkiego. (…) Sterczy samotnie na skraju zbadanego nurtu – o ile nurt w ogóle można zbadać. Gdyby nie wiedza, zdolności i odwaga zanurzaczy, nikt nigdy nie dotarłby do mojego świata.

Dość wiedzieć, że cała, prawie pięćsetstronicowa „Ambasadoria”, również leży bardzo daleko od wszystkiego, co dotychczas było czytelnikom znane. Dotarcie do jej świata jest niemałą intelektualną ekspedycją – Mieville stworzył książkę dla odbiorcy cierpliwego i przygotowanego na to, że nie wszystko zostanie mu podane na tacy.

Gatunkowo „Ambasadoria” zgrabnie wpisuje się w szablony klasycznego science-fiction, jednak autor „Dworca Perdido” nie byłby sobą, gdyby w powieści zabrakło charakterystycznych dlań udziwnień i nierealności, kojarzonych z nurtem New Weird. Tył futurystycznej okładki krzyczy, że „Mieville nie podąża za trendami”, że „on je wyznacza!” i z tym trzeba się w zupełności zgodzić. Który z wielkich patronów fantastyki naukowej nie inspirował się naukami ścisłymi, a – ku zaskoczeniu grona fanów – lingwistyką?

Brytyjczykowi się udało. Cała oś fabularna powieści kręci się wokół roli Języka w społecznościach Gospodarzy i władających wszechangielskim przybyszów. Ci pierwsi, rodowici Ariekeni, istoty tak odległe rozumowi ludzkiemu, jak to tylko możliwe, to jednostki niezdolne do kłamstwa, tożsame ze skomplikowanym, dwugłosowym językiem, jakim się posługują.

Razem z nimi na planecie koegzystują imigranci - epizodycznie wspomniani Kedisowie i Shur’asi oraz wszechstronni kolonizatorzy i podróżnicy: ludzie. Zetknięcie się dwóch zupełnie obcych cywilizacji owocuje wymianą technologii i umiejętności. Ziemianie, którzy zapomnieli o swoich korzeniach na tyle, że nawet upływający czas liczą w kilogodzinach, otrzymują genetycznie modyfikowane, żywe maszyny prosto z ariekieńskich farm, natomiast żyjący w przeświadczeniu o nieomylności i omnipotencji Języka Gospodarze doznają swoistej poglądowej rewolucji. Pewni, że wypowiedziane słowo oznacza jego desygnat – innymi słowy - że nie ma rozróżnienia między tym, co się komunikuje a tym, co się myśli i wie o bieżącym stanie rzeczy (a także, posługując się klasyczną definicją językoznawstwa, każdy konkretny obiekt, o którym można zgodnie z prawdą powiedzieć, że pasuje do swej nazwy, co, jak można zauważyć, powoduję pauperyzację rzeczywistości – Ariekeni nie są w stanie opisać jej tak dokładnie, jak ludzie!), nagle stają oko w oko z ludźmi. Urodzonymi kłamcami i mistrzami w sianiu metafor. Istoty zdolne „mówić o rzeczach które nie istnieją”, stały się dla Ariekenów źródłem rozrywki i niedoścignionym wzorem do naśladowania.

Pośród pstrokatej, przyszłościowej otoczki ze sztuczną inteligencją zamkniętą w automach-robotach, zaawansowanym klonowaniem i ożywionymi biowszczepami na czele, kręci się główna bohaterka powieści – zanurzaczka i celebrytka, Avice Benner Cho. Kobieta, którą każdy czytelnik musi wyobrazić sobie sam, gdyż autor nie zwrócił uwagi na kwestie tak przyziemne, jak opis wyglądu postaci. W przypadku narracji pierwszoosobowej jest to zabieg możliwie wytłumaczalny – bohaterka nie jest oazą samouwielbienia i nie przynudza odbiorcy opisami swego idealnego ciała, albo też stanowi po prostu jednostkę dowolną, przykładowego everymana, jednak co stało się z aparycjami innych, napotkanych w książce istot?

Szare, mało wyraziste postaci aż się proszą o stwierdzenie, że może Mieville szczegółowo opisywać nie potrafi albo i zwyczajnie – nie lubi. Wystarczy jednak sięgnąć po którąkolwiek powieść rozgrywającą się w steampunkowym świecie Bas-Lag, do którego należą wielokrotnie nagradzane „Dworzec Perdido”, „Żelazna Rada” i „Blizna” aby zupełnie porzucić podobne pomysły. Bo o ile Arieka to planeta pełna jednolitych ludzi, dziwacznych, oszczędnie opisanych zwierząt i całkiem obrzydliwych Gospodarzy, to krainy Bas-Lag aż rażą w oczy mnogością barw i różnorodnością istot, z których każda zostaje w pamięci jako intensywnie kreowana postać literacka. Po bohaterce „Ambasadorii” nie zostanie najprawdopodobniej nic, poza tym, że nadużywała słowa „flokowanie”.

Mieville wrzuca czytelnika na głęboką wodę. Już od pierwszych stron zasypuje go licznymi pseudonaukowymi neologizmami, które mają imitować nazwy zaawansowanych technologicznie maszyn i urządzeń, kreuje też wszechobecną ‘czasemprzestrzeń’ czy wyrażający jeden z dni tygodnia „domińdzień”. Bohaterowie podróżują ożywionymi maszynami zwanymi corvusami i oddychają przez maski aeoli, a do wszystkich tych nowinek należy się przyzwyczaić zupełnie samodzielnie. Autor nie tłumaczy, nie rozjaśnia i nie ogląda się wstecz – snuje historię tak pełną dziwaczności i tak naszpikowaną własnym techżargonem, że niedzielni czytelnicy mogą się w tym obcym świecie zwyczajnie pogubić i zakończyć przygodę z „Ambasadorią” jeszcze zanim ta nabierze fabularnego tempa. 


Fani Mievielle’a z pewnością docenią jednak wszechstronność autora – „Ambasadoria” jest jego pierwszym dziełem o tematyce fantastycznonaukowej, a ten zdaje się doskonale odnajdywać w niuansach gatunku. Tworzy dziwaczny, zaawansowany technologicznie świat ze świeżym, oryginalnym pomysłem na obcą rasę (o planecie zamieszkanej przez istoty nie potrafiące kłamać pisał już Dostojewski, jednak China Mieville wybitnie radzi sobie w restaurowaniu motywu) i ciekawym zapatrywaniem na model społeczeństwa ludzi. Niegdysiejsi Ziemianie, którzy już dawno zapomnieli, gdzie leży ich rodzima planeta, żyją w swoistych komunach. Dzieci są wychowywane przez tak zwanych „rodziców zmianowych”, dopuszczalne jest wielożeństwo a na homoseksualizm patrzy się przez palce. Przedstawicielami społeczności są Ambasadorzy – osoby specjalnie przygotowane do pełnienia roli mediatorów między ludźmi i Ariekenami. Na tle szarej masy wyróżniają się też zanurzacze – odważni nawigatorzy zajmujący się pilotowaniem statków podróżujących po tak zwanym Nurcie – morzu czasoprzestrzeni w jakim zawieszone są poszczególne planety. 

Poza znanym i lubianym motywem kontaktów pozaziemskich, Mievielle przemyca kilka problemów do rozważenia – rozwodzi się nad rolą języka w kształtowaniu porozumienia międzygatunkowego, ukazuje, co może się stać, gdyby nagle nam go zabrakło i jak bardzo definiuje nas fakt, że wykształciliśmy zdolność do kłamstwa. Delikatnie trąca zagadnienia związane z kolonializmem, etyką i religią, a jako zagorzały trockista nie wzbrania się przed krytyką rządów totalitarnych i kapitalistycznych. Całość mota kokonem rewolucji, na której opiera się jedna z głównych osi fabularnych powieści.

Książka wymaga od odbiorcy stałego skupienia – nie nadaje się jako chwilowa odskocznia od innych zadań. Pochłaniana jednym ciągiem potrafi zahipnotyzować pełnym przewrotności, fantasmagorycznym światem i kiedy już przełknie się językowe innowacje i wdroży we wszechobecny futuryzm, zapewnia dobrą rozrywkę na kilka solidnych godzin.

Pozycja godna polecenia entuzjastom science fiction, fanom charyzmatycznego autora oraz ambitnym czytelnikom, gotowym poświęcić pozycji odpowiednią ilość czasu i skupienia. Nie nada się dla początkujących fantastów ani osób poszukujących lekkiej, niewymagającej lektury na kilka wieczorów.

Adriana Siess

czwartek, 15 marca 2012

KRYMINAŁ MARCINA WROŃSKIEGO DO WYGRANIA! (Konkurs "Coś na progu")

Druga odsłona cyklu bezkompromisowych i szybkich wywiadów z pisarzami, pt. ,,6 kul w magazynku”. Naszym nowym celem będzie autor znakomitego cyklu kryminałów o komisarzu Maciejewskim, pan Marcin Wroński (felietony autora znajdziecie także w kolejnych numerach "Coś na progu"). Możecie go zastrzelić swoim pytaniem, umieszczając je na naszym blogu. Najciekawsze pytanie zostanie dołączone do wywiadu, a jego autor otrzyma egzemplarz książki ,,Kino Venus” z autografem pisarza. Konkurs potrwa do czwartku (22.03). Propozycje swoich pytań do Marcina Wrońskiego możecie zamieszczać jako komentarze do tego posta. Każdy może zadać więcej niż jedno pytanie. Zapraszamy do zabawy (także na Facebooku).

środa, 14 marca 2012

Sześć kul w magazynku - rozmowa z Pawłem Pollakiem

W naszym cyklu szybkich i bezkompromisowych wywiadów z autorami, Szymon Stoczek wziął na spytki Pawła Pollaka – pisarza i tłumacza literatury szwedzkiej. W 2006 roku zadebiutował kryminałem psychologicznym „Kanalia”, trzy lata później wydał powieść obyczajową „Niepełni”, by wrócić do tematyki kryminalno-sądowniczej w zbiorze opowiadań „Między prawem a sprawiedliwością”. „Gdzie mól i rdza” to jego pierwsza powieść z udziałem komisarza Marka Przygodnego. 

Szymon Stoczek: Czy jakaś autentyczna kryminalna sprawa odcisnęła piętno na Pana twórczości lub miała na nią istotny wpływ? 
 
Paweł Pollak: Nie. Wielu recenzentów twierdzi, że opowiadanie „Zarażona” w zbiorze „Między prawem a sprawiedliwością” było inspirowane sprawą Simona Mola, ale kwestia odpowiedzialności osoby, która świadomie zaraża innych śmiertelną chorobą, chodziła mi po głowie wcześniej. Bo przecież podobne przypadki zdarzały się i przed Molem, tylko nie były takie głośne. Owszem, śledzę sprawy kryminalne w prasie, z myślą, że może wykorzystam którąś do zbudowania powieści, i niewykluczone, że w przyszłości tak się stanie, ale na razie opieram się raczej na własnej fantazji.

Szymon Stoczek: Czy pisząc swoje książki wyobraża Pan sobie jakiś modelowych odbiorców? Piszę Pan do przeciętnego zjadacza chleba czy bardziej do intelektualnych elit, a może chce Pan trafić ze swoimi książkami pod każdy dach?

Paweł Pollak: Piszę dla siebie, co więcej, kiedy pisałem swoją pierwszą powieść, nie miałem większego przekonania, że ktoś ją poza mną przeczyta. Dosyć długo zdumiewało mnie, że ludzie chcą poświęcać czas na sprawdzanie, co jakiś tam nieznany im gość wymyślił, i każda informacja zwrotna, że ktoś przeczytał moją powieść, naprawdę mnie zaskakiwała. Teraz już się przyzwyczaiłem, co nie znaczy, że zmieniłem sposób pisania. Modelowym odbiorcą jestem ja sam: z jednej strony jest Pollak pisarz, a z drugiej Pollak czytelnik, który chce przeczytać książkę wciągającą, z paroma przemyśleniami i starannie dopracowaną.

Szymon Stoczek: Czy odczuwa Pan czasem pokusę, aby dać upust swoim frustracjom i na kartach książki uśmiercić nieuprzejmą kasjerkę czy złośliwego sąsiada? Twórca może przecież poczuć się niemal jak Bóg, a sąsiad wcale nie musi się domyślić, że posłużył jako wzór dla któregoś z denatów.

Paweł Pollak: Uśmiercić to nie, ofiary to centralne postaci kryminału i między innymi wokół nich buduje się fabułę, a trudno, żeby nieuprzejma kasjerka czy złośliwy sąsiad dostępowali takiego zaszczytu, jak poświęcenie im całej powieści. Ale jako postaci poboczne proszę bardzo. August Strindberg odgrażał się tym, którzy mu się narazili, że spotkają się w jego następnej książce, i wzorem Strindberga jednego łobuza w „Gdzie mól i rdza” opisałem. Ale wyśledzenie, kto to jest, pozostawiam czytelnikom obdarzonym żyłką detektywistyczną, powiem tylko, że kluczem do rozwiązania zagadki są teksty na moim blogu z 2010 roku.

Szymon Stoczek: Ile w Panu z komisarza Przygodnego, też śledzi pan namiętnie aukcje na Allegro i narzeka na kondycje polskich kryminałów?

Paweł Pollak: Przeciwnie, polskie kryminały bardzo cenię i uważam, że jest wśród nich naprawdę sporo rewelacyjnych rzeczy. Zresztą Przygodny krytykuje wszystkie kryminały, nie tylko polskie, i nie jako znawca literatury, lecz jako policjant, który uważa, że autorzy kryminałów albo utrudniają mu pracę (bo przestępcy dostają gotowe instrukcje, przed czym mają się zabezpieczyć), albo niewłaściwie przedstawiają realia. Nie podoba mu się na przykład, że pokazują stróżów prawa jako rzucających na okrągło mięsem, bo on nie przeklina ani nie toleruje tego wśród swoich podwładnych. To zresztą był taki autoironiczny przytyk do licznych wulgarności w „Kanalii”.

A swoje hobby Przygodny zawdzięcza mojemu koledze, który tak się pasjonował akcjami na Allegro, że postanowiłem sobie z niego zażartować. Nabiłem mu oglądalność sprzedawanego tomiku poezji, jakby wystawił oryginalne wydanie Biblii. Najpierw był tym ogromnie rozemocjonowany i próbował rozwikłać, dlaczego akurat ten tomik wzbudził takie zainteresowanie, a potem wściekły, kiedy się dowiedział, że to moja sprawka.

Szymon Stoczek: Pana kryminał zbiera bardzo pochlebne recenzje. Przypuszczam, że dalsze losy Przygodnego to tylko kwestia czasu. Ma Pan już pomysł na kolejną książkę?

Paweł Pollak: Nie tylko pomysł, lecz także pierwsze sceny. Ujawnię, że następna powieść z Przygodnym w roli głównej zaczyna się od morderstwa dwojga nastolatków na wrocławskim Biskupinie.

Szymon Stoczek: Pytanie od jednej z internautek, Doroty Pansewicz, do której powędruje Pana książka z autografem:

Kryminały często dotykają różnego rodzaju wynaturzeń człowieka, opowiadają o strasznych nieraz zbrodniach i przestępstwach. Czy jest dla Pana jakiś temat tabu, którego nie powinno się poruszać w literaturze i którego Pan by nie poruszył?

Paweł Pollak: Dla pisarzy nie może być tematów tabu. To prosta droga do schyłku literatury. Nie jestem natomiast zwolennikiem epatowania krwawymi scenami dla samego epatowania, bez głębszej myśli, ale to znaczy tyle, że nie zamieszczam bez potrzeby takich scen w swoich książkach i nie lubię ich jako czytelnik. Ale nie zamierzam innym autorom tego zabraniać czy nawoływać, by złagodzili swoje opisy. Drastyczny opis dla samego opisu może mieć przecież dużą wartość literacką.

niedziela, 22 stycznia 2012

Coś na progu recenzuje - "Radca stanu" (Boris Akunin)

Boris Akunin (a właściwie Grigorij Szałwowicz Czchartiszwili) to bardzo płodny pisarz. Na kilka stworzonych przez niego cykli składają się dziesiątki powieści. Najbardziej znaną w Polsce serią jest niewątpliwie ta o Eraście Fandorinie. Poczynając od roku 1998 ukazało się już kilkanaście książek opowiadających o słynnym detektywie. Autor twierdzi jednak, że ich liczba zatrzyma się na szesnastu. Mają one bowiem pokazać wszystkie gatunki powieści detektywistycznej, które odnalazł autor.
SENSACYJNY KRYMINAŁ

Radca stanu to siódma część cyklu. Akcja powieści przenosi nas do carskiej Rosji roku 1891, kiedy to nastroje rewolucyjne wyjątkowo przybierają na sile. Jeden ataków terrorystycznych obserwujemy już na samym początku – zuchwałe morderstwo dokonane na wysokim urzędniku państwowym przez słynącą z podobnych działań Grupę Bojową. Władze moskiewskie nie mają wyjścia – sprawców trzeba natychmiast schwytać. Nie muszę chyba dodawać, że śledztwem zajmie się (przynajmniej początkowo) Erast Fandorin.

Nic nadzwyczajnego – tak pomyślałem zaczynając lekturę „Radcy stanu”. – Dobrze się czyta, ale to po prostu bardzo porządna powieść sensacyjna. Mimo pewnego rozczarowania na początku, wkrótce zacząłem jednak doceniać dzieło Akunina. Jak zwykle wrażenie robi świetnie zarysowane tło historyczne-obyczajowe. Klimat ówczesnej Rosji unosi się nad każdą stroną, czy to dzięki obrazowo przedstawionym mechanizmom działania władzy, poprzez ukazanie specyficznej mentalności obywateli i urzędników, czy pojawiających się często stylizacji językowych. Z czasem tempa nabiera także akcja powieści. Śledzimy zarówno działania śledczych oraz wymykającej się im Grupy Bojowej, na czele z przewodzącym jej, chłodnym i opanowanym Grinem. Wątki dotyczące obu stron konfliktu nieustannie się przeplatają, tworząc arcyciekawą sieć intrygi. Akunin opisując śledztwo i kolejne tropy, ucieka się często do retrospekcji, co nie jest może zabiegiem literacko przełomowym, ale niewątpliwie zwiększa atrakcyjność lektury.
SZPIEGOWSKI THRILLER

Polityczne intrygi, matactwa i kłamstewka ludzi władzy – oto z czym tym razem przyjdzie się zmierzyć Fandorinowi. Głównym przeciwnikiem sympatycznego detektywa jest natomiast wspomniany już lider Grupy Bojowej, Grin – terrorysta, który całe swoje życie podporządkował rygorystycznemu treningowi i samodyscyplinie, stając się nieludzkim i przerażającym przeciwnikiem.

To właśnie dzięki postaciom i podejmowanym przez nie decyzjom „Radcy stanu” bliżej do sensacji, niż do kryminału. Bardzo niewiele tu tajemnic. Czytelnik od samego początku wie, kto jest mordercą i dobrze, bo dzięki temu można skupić się na śledzeniu pełnej zwrotów akcji gry w kotka i myszkę pomiędzy terrorystami, a śledczymi. W powieści nie zabrakło nagłych zwrotów akcji i wątków miłosnych, a komu książka nie wystarczy, ten może uzupełnić lekturę doskonałą, pełną humoru ekranizacją Filipa Jankowskiego z 2005 roku z gwiazdorską obsadą: Oleg Mienszykow (jako Fandorin), Nikita Michałkow (Pożarski), Konstantin Chabienski (Grin). Sensacyjno-szpiegowski i bardzo filmowy „Radca stanu” nie zawodzi, a Akunin kolejny raz pokazuje warsztatową i literacką klasę. 


Norbert Nowak

"Radca stanu" (Borys Akunin) Wydawnictwo Świat Książki

Szukaj