
KTO?
Kim są Strażnicy Galaktyki, a w zasadzie - gdzie są ci Strażnicy Galaktyki? To drużyna
złożona z egoistycznego Łowcy nagród, antropomorficznego szopa-cwaniaka,
myślącego drzewca, zielonej zabójczyni oraz porywczego mięśniaka. Inaczej niż
sugeruje tytuł, nie połączyła ich chęć ratowania ani Galaktyki, ani nawet
czubka własnego nosa, lecz dziwna kula, wydająca się niezwykle zyskownym
interesem.
JAK?
Groteskowo,
satyrycznie i ironicznie. Peter Quill, Łowca, w rolę którego wcielił się znany
z ról komediowych Chris Pratt wypadł na castingu tak dobrze, że James Gunn
gotowy był doprawić mu mięśnie na brzuchu za pomocą komputerowych efektów.
Pratt jednak zawziął się i schudł 27 kilogramów w ciągu pięciu miesięcy. Co
ciekawe, James Gunn był do niego bardzo sceptycznie nastawiony i wyszedł z sali
na widok Chrisa Pratta. Za namową asystenta wrócił tuż pod sam koniec i gdy
usłyszał, jak ten czyta, wiedział, że będzie się idealnie nadawał do roli. Już
w roli Petera Quilla w otwierającej scenie, tuż po skanowaniu terenu i chwili
skradania się do celu, zakłada do głowę słuchawki i tańczy do muzyki lat 80' w
dość niewybrednym stylu. Później, gdy zamykają go w więzieniu i patrzą nań
przez lustro fenickie, nakręca "korbką" swój środkowy palec (reżyser
zaznacza, że była to samowolka Chrisa Pratta), a gdy kończy, przeprasza i mówi
że nie wie, jak to działa. Te sceny wytyczają kierunek, w jakim podąży całość
filmu. A ta jest niezwykle wyważona. Twórcy, zgodnie z domeną, że dobry
wyciskacz łez nie objedzie się bez elementu humorystycznego, a dobra komedia -
smutnego, połączyli ze sobą dominujący ładunek satyry z superbohaterskim
patosem i wyszła z tego prawdziwie wybuchowa mieszanka.
Quill na
swojej drodze spotyka Rocketa (szop) i Groota (drzewiec), którzy, po chwili
naśmiewania się z ludzi, między innymi Hugha Hefnera fantastyki (w tej roli
Stan Lee), próbują złapać Łowcę. Przeszkadza im jednak napaść Gamory
(zabójczyni) i w wyniku nieporozumienia cała czwórka zostaje osadzona w
więzieniu. Tam spotykają Draxa Niszczyciela, w rolę którego wcielił się znany z
udziału w trzeciej części Riddicka, eks-zapaśnik Dave Bautista. Ten z kolei,
gdy dowiedział się o wygraniu castingu, miał zalać się łzami szczęścia - od
dawna chciał wystąpić w jednym z filmów Marvela. Natchmiast po tym zapisał się
na kurs aktorski, aby jeszcze lepiej oddać swoją rolę. I sprawdził się w niej
wyjątkowo dobrze - jako porywczy, mało inteligentny przedstawiciel rasy, która
nie posiada metafor, skupiony był na pomszczeniu śmierci swojej córki i żony,
zamordwanej przez złego tyrana, wroga status quo między wrażo nastawionym
plemieniem Kree, a siłami sojuszu pod przywództwem Novy Prime, Ronana. Po
godzinach kursu Bautista przez 2,5 miesiąca trenował wraz z Prattem specjalną
choreografię ich walki, a gdy już mieli ją zaprezentować, reżyser zmienił
zdanie i zaproponował nową, na nauczenie której mieli zaledwie kilka godzin.
Nie zjeżył mu się jednak włos na głowie - wszystkie sekwencje wyszły
nadspodziewnie dobrze. Podobnie jak w konstrukcji filmu, tak i w scenach
batalistycznych nie ma czasu na zbędny patos i bohaterskość, a te, jak już się
pojawiają, zduszane są w zarodku przez gagi sypane z rękawa Rocketa.
Jak mówią o
nim sami twórcy - pół maszyna, pół szop, rozłożony, złożony, znów rozłożony i
złożony, opryskliwy twór, wkurzony na to, że w całej Galaktyce nie ma nikogo do
niego podobnego. Stworzony przez Billa
Mantlo i Keitha Giffena,pierwszy raz pojawił się w Marvel Preview #7 (Lato
1976). To inteligentny, antopomorficzny szop, który jest doskonałym strzelcem i
mistrzowskim taktykiem. Imię i charakter to nawiązanie do piosenki Beatlesów
"Rocky Racoon" z 1968 roku. Podkłada mu głos Bradley Cooper, który,
jak sam mówi, wzorował się na postaci Tommy'ego DeVito (Joe Pesci) z Chłopców z
ferajny. Jest to najbardziej barwna postać filmu, którego działania bardzo
mocno urealnia filmową rzeczywistość. Jako jedyny zdaje się trzeźwo patrzeć na
całą drużyne Strażników i na jej przyszłość. Do jego ulubionych zajęć należy
ucieczka z więzienia (22 razy), zarabianie pieniędzy (z miernym skutkiem), a
także projektowanie broni.
Jako że sam
ma mierną siłę fizyczną, stworzył duet z Grootem znanym także jako Monarcha z planety X.
Pojawił się pierwszy raz w Tales to Astonish #13 (Listopad 1960). Stworzony
przez Jacka Kirby'ego, Stana Lee oraz Dicka Ayersa. To myśląca, obca istota na
podobieństwo drzewa. Z początku był najeźdźcą, który chciał porwać ludzi do
eksperymentów. W języku fryzyjskim i holenderskim "groot" oznacza:
duży, wysoki. W jego rolę wcielił się Vin Diesel (niektórzy dostrzegają
podobieństwo pomiędzy wyglądem postaci, a poziomem aktorstwa Vina Diesla). Jako
że pochodzenie Groota i jego predyspozycje pozwalają mu na powiedzenie tylko
dwóch słów: Jestem oraz Groot (i to najczęściej w tej kolejności), często
dzięki temu rozładowuje napiętą sytuację na ekranie. Gdy ogłoszono, że Vin
Diesel będzie jednym z superbohaterów Marvela, świat obiegły dyskusje na temat
domniemanej postaci - Groot był najmniej spodziewany, dzięki czemu jeszcze
zręczniej podkreślił ironiczny wydźwięk całości. Wyszło groteskowo i zabawnie -
dokładnie tak, jak miało być. Nie była to jednak łatwa praca - Vin Diesel
przyznaje, że musiał powtórzyć frazę "I'm Groot!" ponad tysiąc razy.
Nie tylko po angielsku, ale także po rosyjsku, hiszpańsku, chińsku i francusku,
aby w każdym z tych krajów można było użyć właśnie jego głosu.
Cała szajka
Strażników zamiast z gładkolicych bohaterów składa się ze zgrai galaktycznych
wyrzutków kierujących się głównie partykularnymi wartościami: pieniędzmi w
zemstą i nawet, jeżeli ta ostatnia kierowana jest wprost do głównego
przeciwnika, nie ma nic wspólnego z misją ochrony niczego innego poza czubkiem
swojego własnego nosa. Hierarchia i struktura filmów przepełnionych heroizmem i
bohaterskością została wywrócona do góry nogami, zachowując przy tym
dostateczną ilość wspaniałych momentów batalistycznych, patosu i dramatyzmu. Całość
dopełnia ścieżka muzyczna złożona głównie z piosenek lat 70’ i 80’, które w
niezwykle zręczny sposób wplątują się w poszczególne sceny, ubarwiając
projekcję. Usłyszeć można było między innymi Marvina Gaye, The Jackson 5, czy
Davida Bowiego.
W
odróżnieniu od filmów sprzed kilku dekad, dziś produkcje promuje się jeszcze
przed ich powstaniem. To dzięki temu Strażnicy Galaktyki zawojowali box office
z przychodem rzędu 95 milionów dolarów. Ale to nie jedyna przyczyna. Wymienić
należy także dopracowany scenariusz, dobrą reżyserię i, co najważniejsze,
wyborny pastisz kina Nowej Przygody i bohaterskości w ogóle. W trakcie
oglądania Strażników nadeszło jedno gorące odczucie: James Gunn stąpa przez
cały film po bardzo cienkiej linie satyry i groteski i jeden nierozważny krok
mógłby rzucić go w odmęty infantylności. Mimo miejscowej chwiejności, sztuka ta
udała mu się w zupełności. Chcemy więcej!
Paweł Iwanina
Najlepsza rola Bradley'a Coopera i Vina Diesela :) Szop po prostu kradnie show.
OdpowiedzUsuńRacja!
Usuńhttp://weknowmemes.com/wp-content/uploads/2014/08/excuse-me-sir-i-have-a-plan-i-need-your-leg.jpg :)