Adres facebook

czwartek, 10 stycznia 2013

David Bowie: Pierwsza w Polsce biografia (premiera: marzec 2013)

Nie ma chyba artysty  pasującego lepiej do słowa weird od Davida Bowiego. Król goblinów, wampir, kosmita, Dżinn, Nikola Tesla, Poncjusz Piłat, to tylko kilka z jego wcieleń. Bowie lubi zaskakiwać. Prawdopodobnie dlatego zupełnie niespodziewanie w swoje 66 urodziny, ogłosił na oficjalnej stronie internetowej elektryzującą wiadomość. Dokładnie 11 marca artysta wyda pierwszą od dziesięciu lat płytę "The Next Day". Śpieszymy donieść, że równocześnie z albumem pojawi się pierwsza w Polsce biografia Bowiego, pt. Bowie: The biography, wydana przez Dobre Historie. Poniżej kilka słów o książce, w której znajdziecie wiele BARDZO weird historii:

(źródło okładki: Amazon/ wersja amerykańska)

Biografia Davida Bowiego uznawana za najbardziej wartościową ze wszystkich dotąd wydanych - BOWIE: A biography. Książka wzbogacona serią rozmów i wywiadów m.in. z byłą żoną artysty Angie Bowie, menadżerem Kennethem Pittem, producentem Tonym Viscontim, Siouxsie Siux (wokalistką Siouxsie and the Banshees), Iggym Popem, Brianem Eno i wieloma osobami z najbliższego otoczenia muzyka.

BOWIE: A biography to podane ze smakiem pikantne szczegóły i ciekawostki z życia artysty, ale także próba odpowiedzi na wiele ważnych, nurtujących fanów pytań - dlaczego Bowie tak długo milczał, jak wygląda jego proces twórczy i relacje ze światem muzyki, mody oraz sztuki.   

Z recenzji:
Encyklopedyczna wiedza Spitza oraz jego oczywiste zamiłowanie do twórczości Bowiego odróżniają tę książkę od wydawanych dotąd rockowych opowiastek na temat tego artysty. Kirkus Reviews
Spitz koncentruje się na zrozumieniu złożonej ewolucji twórczości Bowiego, dzięki czemu w nasze ręce trafiła biografia bezstronną, napisana z dbałością o każdy detal, a przy tym przepełnioną szacunkiem dla życia i osiągnięć Thin White Duke'a (Chudego Białego Księcia). Publishers Weekly

Więcej dowiecie się z bloga, prowadzonego przez naszą redakcyjną Renatę Łukaszewską: 

Najnowszy singiel Davida Bowiego...




piątek, 4 stycznia 2013

Zapraszamy na oficjalną stronę detektywa Metodego

Powoli pracujemy nad oficjalną stroną internetową cyklu o detektywie Metodym Kobyłkinie (tom I "W otchłani Imatry"). Zaglądajcie - wszystko o Kobyłkinie w jednym miejscu. Wkrótce premierowe informacje dotyczące drugiego tomu pt. "Pierścień węża" http://detektywmetody.wix.com/kobylkin


sobota, 29 grudnia 2012

10 Tajemnic Edgara Allana Poe...


Ostatnio w rolę Edgara Allana Poe, wcielił się John Cusack. Postać przez niego grana, jak wiele innych historycznych bohaterów, w filmie jest przedstawiana raczej jako swobodna interpretacja pierwowzoru. Podczas gdy zachwycamy się pół-fikcyjnymi wariacjami na temat Poego, warto się zastanowić, co w rzeczywistości wiemy o samym pisarzu.

Oto 10 faktów, przedstawione przez byłego pracownika dworku Poego na Bronksie. Prawdopodobnie zmienią one całkowicie Wasze spojrzenie na tego autora.

10. Jego wojna z Bostonem

W swojej karierze Poe brał udział w wielu literackich potyczkach, jednak największą była ta z „the Humanity clique” z Nowej Anglii, do której członków zaliczali się między innymi profesor Longfellow z Harvardu i transcendentaliści Ralph Waldo Emerson i James Lowell. Poe szczerze nienawidził tych „eleganckich leniwych mężczyzn”, potępiał w związku z tym cały Boston, jednocześnie wciąż pragnąc jego uznania. Przede wszystkim gardził jednak optymizmem i wiarą w społeczny rozwój, jakimi charakteryzowali się transcendentaliści. Kilkukrotnie pozywał Longfellowa o plagiat, ponadto, gdy tylko miał dawać wykłady w Bostonie, to zamieniały się one w wielogodzinne, nudne i niezrozumiałe monologi, których publiczność raczej nie miała możliwości pojąć. Ich zagubienie, wśród tego, co prezentował, Poe uznawał za czystą głupotę mieszkańców tego miasta. Z jednej strony takie zachowanie jest gorzko ironiczne, z drugiej całkiem zrozumiałe. Właśnie w Bostonie Poe się urodził, jego pierwsze dzieło podpisane zostało pseudonimem „Bostończyk” a przecież „Tamerlane i inne poezje” raczej przebojem nie był …

9. Krwawa inspiracja „Maski krwawego Moru”

Powszechnie wiadomo, że Poe poślubił swoją kuzynkę Virginię oraz, że jej kolejne choroby zainspirowały dużą część twórczości pisarza, jednak najbardziej widoczne takie odwołanie pojawiło się wraz z pierwszymi oznakami gruźlicy u jego żony. Podczas śpiewania dla członków rodziny, płuca Virginii zaczęły krwawić, przez co, rzecz jasna, z jej ust zaczęła wypływać krew. Niedługo potem powstała historia Księcia Prospero, zamkniętego w swoim zamku, próbującego, na próżno, nie dopuścić do siebie czerwonej zarazy.

8. Od niego zaczął się Body-horror (czyli horror z biologią w tle)

Fikcja detektywistyczna, amerykańskie powieści gotyckie, sience fiction – Poego uznaje się za prekursora naprawdę wielu gatunków. Z kolei jego mniej popularne utwory „Prawdziwy opis wypadku z panem Waldemarem” i „Żabi-skoczek” udowodniły, że wewnętrznie pozostał fanem horrorów i, że choroba Virginii wciąż budziła w nim niemały lęk. Przemoc w „Zagładzie domu Usherów”, „Studni i wahadle”, „Serce oskarżycielem” czy „Czarnym kocie” są owinięte w gotycki romans, jednak trzeba przyznać, że śmierci w tych dwóch ostatnich, są, co najmniej, obrzydliwe. Niemal jak z filmów Davida Cronenberga.

7. „Tekeli-li!” (i jedyna powieść Poego)

Fani gatunku wiedzą, że H.P. Lovecraft rozpoczął tam, gdzie Poe skończył. Chyba najbardziej bezpośrednim odniesieniem do mistrza jest przedziwny płacz „Tekeli-li! Tekeli-li!”, po raz pierwszy zasłyszany na końcu jedynej powieści Poego „Przygody Artura Gordona Pyma”, nieprzeciętnej historii na Antarktydę. Lovecraft włączył płacz do swojej własnej powieści „W Górach Szaleństwa”, jako zawołanie Starszych. Pożyczył on też od Poego gigantyczne pingwiny, szepczące „Tekeli-li”

6. Przez większość swojego życia Poe nie miał swojego wąsika.

Raczej nie można sobie wyobrazić Poego bez ikonicznego wąsika (chociaż Cusak ma dziwaczną kozią bródkę). Przez większość życia, na twarzy poety nie było żadnego zarostu, dopiero w swoich ciemnych i depresyjnych, ostatnich latach życia, postanowił zapuścić romantyczny zarost. I zaczął wariować.

5. Eureka!

Rok po tym, jak zmarła Virginia, Poe stworzył „Eureka: A Prose Poem”, zbiór naukowych i matematycznych wywodów o tym, że udowodni, jakoby Newton, Arystoteles i Bacon byli „intelektualnymi kłamcami”. Można uznać to za przejaw arogancji, jednak „Eureka” wydaje się być (jeżeli kiedykolwiek ktokolwiek doczytał to do końca) próbą zrozumienia przez pogrążonego w żałobie męża, sensu śmierci żony.

4. Dołączył do AA

Właściwie, do Synów Abstynencji (bo tak się nazywali w XIX wieku). No i nie było anonimowe. Członkowie brali udzial w publicznym ślubowaniu przeciwko alkoholowi i publikowali swoje zamiary w gazecie. Poe dołączył się do gałęzi AA w Richmond, w czasie nasilenia się plotek o jego ślubie ze swoją miłością z dzieciństwa – Elmirą Shelton. Miał to być czas trzeźwości, jednak Poe zmarł miesiąc późnej, nie zdążywszy wspiąć się na wszystkie 12 szczebli.

3. Szczegóły jego śmierci są wielce zamieszane

Myślisz, że wiesz, jak umarł Poe? Tak? No to witaj w klubie. Ostatnie dni pisarza w Baltimore zainspirowały więcej teorii niż te o JFK, Elvisie i Tupacu razem (może to trochę przesada, ale właśnie tak się to odczuwa). Istnieje ponad 26 teorii – włączając wściekliznę, cukrzycę, padaczkę, zatrucie dwutlenkiem węgla, syndromem odstawiennym alkoholu a także tzw. „coopingiem”. Ten ostatni jest chyba najbardziej prawdopodobny. Była to dosyć powszechna praktyka, stosowana w młodej demokracji. Porywano samotnych ludzi podczas wyborów, upijano i zmuszano do oddawania wielu głosów. To tłumaczyłoby jego stan i to, że ubrany w nie swoje ubrania.

2. Joyce Carol Oates „ukończył” Zagubioną Historię Poego

W momencie śmierci, Poe pozostawił kuszące części niepublikowanej i niedokończonej opowieści o samotnym latarniku, który swoją samotnię chce wykorzystać do napisania książki. Skromne dwie strony napisane są w formie pamiętnika, w którym klasyczny anty-bohater Poego uwięziony jest w egzystencjalnej ziemi niczyjej – zaczyna kwestionować swoje zdrowie emocjonalne i psychiczne. Bohater stwierdza, że„nie ma co opowiadać, o tym co może stać się człowiekowi tak samotnemu, jak mi – mogę zachorować, albo gorzej … wierzę, że stanę się jeszcze bardziej podenerwowany moją izolacją”. Latarnik bada strukturę swojego domu – 180 stóp wysokości, z których 20 znajduje się pod poziomem morza – początkowo stwierdza, że jest to konstrukcja solidna, po czym staje się coraz bardziej przekonany o tym, że budynek się zawali. Ostatnie zdanie (?) historii brzmi „Fndamenty, na których stoi ta struktury, wydają się zrobione z kredy”. Jeszcze dziwniejsze jest to, że wpis ten poprzedza kolejną notkę z pamiętnika, tym razem kompletnie pustą. Joyce Carol Oates, współczesna kontynuatorka powieści gotyckiej, napisała swoją własną wersję tej historii i opublikowała ją w „McSweeney’s Enchanted Chamber of Astonishing Stories” pod tytułem „The Fabled Light-house at Vina del Mar” (po polsku będzie to „Legendarna latarnia w Vina del Mar”)

1. Kochał koty. Naprawdę.

W przeciwieństwie do słynnego i obrzydliwego opisu człowieka grzebiącego w kocim oku, który znaleźć można w „Czarnym kocie”, Poe szczerze uwielbiał zwierzęta. Jego własna kotka nazywała się Catterina.  

(Zebrała, opisała, przetłumaczyła i w kolejności ułożyła - Ada Struś)


piątek, 28 grudnia 2012

Wydawnictwo Dobre Historie - spotkania 2012 (wideo)

W ciągu ostatnich 10 miesięcy wzięliśmy udział w 25 imprezach i targach, na których poprowadziliśmy dziesiątki godzin prelekcji i warsztatów. Na naszej rozjazdowej mapie zagościło 10 miast. Rzućcie okiem na fotorelacje z części tych meetingów, pełnych spotkań z samymi fajnymi ludźmi! Czyli... z Wami! 


czwartek, 27 grudnia 2012

Relacja wideo z premiery kryminału "W otchłani Imatry"

Pierwszy tom przygód detektywa Metodego Kobyłkina trafił właśnie do księgarni sieci Matras. Zapraszamy do obejrzenia relacji wideo z wrocławskiej premiery książki, która miała miejsce tuż przed Świętami, w księgarnio-kawiarni kryminalnej Speakeasy.

Książkę znajdziecie także w sklepie internetowym naszego wydawnictwa: http://dobrehistorie.pl/ 


Robert Bloch wspomina H.P. Lovecrafta (fragment eseju)



Ciężko mi uwierzyć w to, że minęło już pięćdziesiąt lat od śmierci Howarda Phillipsa Lovecrafta i równie ciężko jest mi uświadomić sobie, że jestem najmłodszym pozostałym przy życiu członkiem tego co niegdyś nazywano „Kręgiem Lovecrafta” (oryg. The Lovecraft Circlepatrz notka poniżej ***) złożonym z przyjaciół i korespondentów samego HPL-a.

Ja sam przez cztery lata swojego życia byłem jednym z tych korespondentów i, jak mam nadzieję, zaliczałem się do grona jego przyjaciół, pomimo że nie dane mi było spotkać go twarzą w twarz. Szansa na spotkanie stałą się realna latem 1937 roku, bo właśnie wtedy August Dereleth oczekiwał Lovecrafta jako gościa w swoim domu w Sauk City w Wisconsin. I zarówno Maurice W. Moe, wieloletni kolega i członek amatorskiej organizacji prasowej, do której HPL również należał, jak i ja, nie mogliśmy doczekać się tej wizyty. Lecz nie miało do niej dojść: w marcu tamtego roku Lovecraft już nie żył... 

Ilustracja autorstwa Virgila Finlaya stworzona do opowiadania Roberta Blocha, pt. The Faceless God (Weird Tales 1936), która zainspirowała H.P. Lovecrafta do napisania poematu: To Virgil Finlay Upon his Drawing Of Robert Bloch’s Tale “The Faceless God”. 

Praca Lovecrafta nie ograniczała się jedynie do Mitów Cthulhu. Pisał on również science fiction, dramaty w klimacie Lorda Dunsany jak i zwyczajne horrory. Każda z tych kategorii miała swoich wiernych wyznawców, zarówno wśród czytelników jak i innych pisarzy. Ja sam byłem zagorzałym fanem grozy w jego wydaniu lub niesamowitych historii, gdzie Mity służyły jedynie jako tło lub figura wyjaśniająca. Model Pickmana, Widmo nad Innsmouth i Szepczący w Ciemności to moje ulubione utwory. Muszę przyznać, że nie mniej zachwycił mnie napisany w zupełnie innym stylu Srebrny Klucz, ponieważ wydaje mi się, że to właśnie ten utwór najlepiej obrazuje Lovecrafta, którego zapamiętałem z listów.

*** Biografowie Lovecrafta twierdzą, że pisarz pozostawił po sobie ponad sto tysięcy listów, które powstały w czasie przeszło trzydziestoletniej korespondencji z grupą kilkudziesięciu osób – dziennikarzy, pisarzy, naukowców i po prostu, przyjaciół.
Do grona najbardziej zatwardziałych korespondentów należeli m.in. pisarze: Frank Belknap Long, Clark Ashton Smith, czy Robert E. Howard (na twórczość każdego z nich znajomość z pisarzem z Providence wpłynęła w inny sposób). Belknap poznał Lovecrafta mając niespełna dziewiętnaście lat, poprzez skupiającą dziennikarzy amatorów organizację: United Amateur Press Association. Wymiana listów przerodziła się w serdeczną przyjaźń, a wyrazem wzajemnej fascynacji okazały się m.in. opowiadania ze zbioru „Ogary Tindala” (o tytułowych bestiach pisał także sam Lovecraft w tekście „Szepczący w ciemności”). Lovecraft zwykł mawiać, że Belknap to jego wnuk, a rodzina tego ostatniego nierzadko wspierała pisarza z Providence materialnie.
Z Clarkiem Ashtonem Smithem, Lovecraft skontaktował się sam, zafascynowany jego poezją. Pisarz długo i gorąco namawiał młodego poetę, aby ten zajął się pisaniem prozy z gatunku weird fiction (tak też się stało, Ashton stworzył m.in. swój własny mityczny świat nazwany Xothique a jego poematy miały niebagatelny wpływ na ewolucję liryki samego Lovecrafta).
Z kolei korespondencyjna przyjaźń Roberta E. Howarda i Lovecrafta zaczęła się od listu w sprawie rzekomego błędu w jednym z opowiadań Samotnika, którego doszukał się zafascynowany historią, młody pisarz z Teksasu. Panowie szybko odkryli, że wiele ich łączy i chętnie wymienili się pomysłami, dyskutując na tematy rasowe, literackie i historyczne.
Inni znani członkowie kręgu Lovecrafta to m.in. Robert Bloch (dzięki któremu kosmiczny horror wyewoluował w horror psychologiczny, jak choćby w słynnej „Psychozie”), Fritz Leiber (jeden z ojców gatunku Sword and sorcery), czy August Derleth (współzałożyciel Arkham House, który zadbał o to, aby pamięć o pisarzu z Providence przetrwała, a po jego śmierci wydawał m.in. prace większości z wymienionych wyżej autorów). 

(Cały esej przeczytacie w 5 numerze czasopisma "Coś na Progu" PRE-ORDER trwa! http://dobrehistorie.pl/



piątek, 21 grudnia 2012

Opowiadanie Roberta E. Howarda w piątym numerze "Coś na Progu"


W piątym numerze "Coś na Progu" przeczytacie m.in. znakomite opowiadanie Roberta E. Howarda, pt. "Kopytne monstrum". Opowiadanie zapowiada zbiór tekstów Howarda inspirowanych prozą Lovecrafta ("Królestwo cieni" wkrótce nakładem wydawnictwa Agharta). Prezentujemy fragment opowiadania wraz z ilustracją Marcina Śmigla



"Przede mną stał Potwór. Księżyc oświetlał kształt rodem z koszmaru i obłędu. Choć dwukrotnie wyższy od człowieka, sylwetkę miał wcale nie tak bardzo różniącą się od ludzkiej, oprócz tego, że jego ogromne nogi kończyły się potężnymi kopytami, a wokół napuchniętego korpusu zamiast rąk wił się tuzin macek. Barwę miał niczym człowiek trędowaty bądź cętkowany jaszczur. Zwieńczeniem wszelkiej grozy okazał się moment, gdy odwrócił swe zaślinione, ociekające krwią szczęki w moją stronę i utkwił we mnie lśniące, migoczące na podobieństwo ogników oczy o milionie fasetek..." 
(tłum. Mateusz Kopacz).

CNP5 można już zamawiać w pre-orderze:http://dobrehistorie.pl/

Szukaj